Reklama

Reklama

Reforma sądownictwa w praktyce. "Rozwód trwa dłużej niż małżeństwo"

Szybciej, sprawniej i w stronę obywatela. Reforma sądownictwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry miała usprawnić działanie systemu orzeczniczego. Czy tak się stało? - Ja zawsze mówię moim klientom na pierwszym spotkaniu, że musimy się poznać i polubić, bo sądy tak działają, że spędzimy ze sobą kilka następnych lat - mówi Interii adwokat Katarzyna Łukasiewicz. Sędzia Maciej Plaskacz dodaje: - Reformy procedury cywilnej wyglądają tak, jakby ktoś próbował naprawić szwankujące auto przez przypadkowe uderzenia młotkiem, z nadzieją, że to pomoże.

Zbigniew Ziobro ogłasza kolejną odsłonę reformy sądownictwa. Zapowiada sądy bliżej ludzi, likwidację rozbudowanej biurokracji i zmiany, na które czekają obywatele. 

Interia pyta tych, którzy są w samym środku toczących się od lat zmian, co reforma daje przeciętnemu obywatelowi.

"Rozwód? Za półtora roku"

- Ja nie mogę powiedzieć, że my w ogóle coś reformujemy, bo w praktyce tego nie widać. Jeszcze nigdy terminy wyznaczania spraw nie były tak odległe. W tym momencie mam sprawę rozwodową, bardzo prostą, bo to rozwód bez orzekania o winie i my na termin pierwszej rozprawy czekamy 19 miesięcy. Przed zmianami taki rozwód to była kwestia trzech miesięcy, maksymalnie pół roku - mówi adwokat Katarzyna Łukasiewicz.

Reklama

Autorka bloga "Łukasiewicz od rozwodów" podkreśla, że zaczyna się już zdarzać, że czekanie na rozwód trwa w Warszawie dłużej niż samo małżeństwo.

- Ale to nie dotyczy tylko spraw rozwodowych. W sprawach o stwierdzenia nabycia spadku czekaliśmy ostatnio 11 miesięcy. A to dopiero pierwszy etap sprawy spadkowej, bo drugim etapem jest sprawa o dział spadku. Także połowa prostej sprawy zajęła nam prawie rok. Ciekawe ile zajmie druga - zastanawia się Łukasiewicz.

Wydłużenie terminów oczekiwania na rozprawę potwierdza sędzia Urszula Żółtak.

- W ostatnich latach termin oczekiwania na sprawę u mnie w referacie, bardzo dużym referacie, który od 2016 roku zwiększył się trzykrotnie i od tego czasu utrzymuje się na poziomie 800-1000 spraw, wynosił ponad rok. Ja obecnie wyznaczam terminy na sierpień 2022 roku - mówi Urszula Żółtak, sędzia Sądu Rejonowego Warszawa Mokotów, członek Zespołu ds. Prawa Cywilnego Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".

- A są takie sprawy, które czekać nie mogą, jak choćby zabezpieczenia alimentacyjne, gdzie zostaje samotny rodzic z maleńkim dzieckiem. Takie zabezpieczenie powinno być wydane w teorii w ciągu tygodnia. A ono jest wydawane po czterech, pięciu, sześciu miesiącach. Pół roku bez środków do życia na dziecko. To może prowadzić do prawdziwych dramatów, bo za każdą z tych spraw są konkretni ludzie - mówi adwokat Katarzyna Łukasiewicz.

Resort: statystyki są budujące

Interia pyta Ministerstwo Sprawiedliwości o długość trwania postępowań i efekty wprowadzanych zmian. Z odpowiedzi resortu wynika, że jest... szybciej i lepiej.  

"Mimo problemów związanych z pandemią sądy zmniejszają swoje zaległości. Wskaźnik opanowania wpływu, czyli stosunek spraw załatwionych do spraw wpływających w głównych kategoriach spraw zwiększył się o 14,6 proc. W pierwszym półroczu 2021 r. wyniósł 104,4, co oznacza, że na każde 100 spraw, które wpłynęło do sądu, załatwionych zostało 104,4. Jest to wynik najlepszy od 2012 roku" - odpowiada Interii Biuro Komunikacji i Promocji Ministerstwa Sprawiedliwości.

- Trudno powiedzieć, jaką metodykę stosuje ministerstwo, bo my tu w sądzie nie zauważamy, żeby to przyspieszyło, a właściwie w wielu naszych wydziałach współczynniki miesięcznych załatwień do wpływów pokazują, że jest gorzej niż było - mówi Interii karnista z jednego z dużych sądów okręgowych. - Ten hurraoptymizm to zaklinanie rzeczywistości. Bo powszechnie dostępne statystyki mówią coś zupełnie innego - dodaje.

29 miesięcy na wokandzie

Alicja Defratyka z projektu edukacyjnego ciekaweliczby.pl na podstawie danych z ministerstwa wyliczyła, ile wynosi średni czas postępowania sądowego w sprawach I instancji na przestrzeni ostatnich 10 lat. W latach 2011-2015, za rządów PO-PSL, czas postępowania wzrósł z 4,1 do 4,2 miesiąca, a w latach 2015-2020, za rządów PiS, poszybował w górę o 2,8 miesiąca i teraz wynosi średnio 7 miesięcy.                          

To dane uśrednione i mimo wszystko optymistyczne. Bo z biura prasowego Sądu Okręgowego w Warszawie dowiadujemy się, że w 2020 roku przeciętny czas sprawy cywilnej wyniósł ponad 13 miesięcy. Gorzej sytuacja wygląda w sprawach związanych z prawem pracy, ubezpieczeniowych czy gospodarczych. Tu średni czas oczekiwania na finał sądowej batalii to odpowiednio: 20, 17 i 29 miesięcy, czyli prawie dwa i pół roku.

Nie lepiej jest w sądach rejonowych. W Sądzie Rejonowym w Grodzisku Mazowieckim przeciętny czas postępowania w prawie cywilnej to 20 miesięcy, a w karnej - 11 miesięcy. Wchodząc na stronę wydziału wieczystoksięgowego sądu, od razu rzuca się w oczy komunikat, że aktualnie czas rozpatrywania wniosków trwa około 9 miesięcy.

- Po 2015 r. obserwujemy sukcesywne i istotne pogorszenie tego wskaźnika. W sądach rejonowych w latach w ciągu ostatnich pięciu lat wydłużeniu uległy praktycznie wszystkie postępowania prowadzone przez sędziów, z wyjątkiem procesów karnych - sędzia Maciej Plaskacz, członek Zespołu ds. Prawa Cywilnego Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".

Wydłużenie można zrzucać na COVID-19. Ale nie wszystko da się wytłumaczyć pandemią.

Rozprawy zdalne, czyli czy jest z nami świadek?

Resort podkreśla, że dzięki inwestycjom w wyposażenie sal rozpraw możliwe stało się uruchomienie rozpraw zdalnych w bardzo krótkim czasie. Od lipca 2020 r. w trybie zdalnym odbyło się ponad 146 tys. rozpraw.

"Najnowsze raporty statystyczne potwierdzają, że dzięki tym rozwiązaniom pojawiły się symptomy poprawy jakości pracy wymiaru sprawiedliwości. Liczba spraw załatwionych wzrosła o 7,6 proc., a średni czas wyznaczenia pierwszej rozprawy skrócił się o 3,8 proc" - informuje resort.

Zdalne rozprawy i zeznania świadków na piśmie okazują się jednak nie zawsze być takie kolorowe.  

- Bywa, że czekamy w takiej wirtualnej poczekalni, np. godzinę, aż ktoś nas włączy i się okazuje, że nikt nas nie włączył, bo nikt nas w tej poczekalni nie zauważył albo przyszedł zły link i rozprawa odbyła się bez nas. No i co zrobić, kiedy strona nie ma dostępu do sprawnie działającego komputera i szybkiego łącza, gdzie nam się w czasie rozprawy zrywa połączenie, zanika głos, obraz - mówi Katarzyna Łukasiewicz, adwokat.



- Jest przepis, który przewiduje, że w każdym sądzie powinna być sala do przesłuchania zdalnego, ale to też się wiąże z tym, że osoba musi przyjechać do sądu, nie wejdzie na salę rozpraw tylko będzie zdalnie przesłuchana w pomieszczeniu obok. Nie jest to rozwiązanie, które komukolwiek cokolwiek ułatwia - mówi sędzia Urszula Żółtak.

- Ani rozprawy zdalne, ani zeznania świadków na piśmie nie są cudownym remedium, które nagle pozwoli sądom na szybsze załatwianie spraw. Bo abstrahując od innych problemów, jak wątpliwości co jawności i publicznego charakteru rozprawy zdalnej czy wiarygodności zeznań składanych na piśmie, rozprawy zdalne i pisemne zeznania przyczyniają się wręcz do wydłużenia postępowań - tłumaczy sędzia Maciej Plaskacz. 

Dodaje, że przygotowanie rozprawy zdalnej wiąże się z koniecznością zarezerwowania większej ilości czasu na rozprawę ze względu na bardzo częste problemy techniczne po stronie pełnomocników, stron czy świadków.

- W zasadzie do każdej planowanej rozprawy zdalnej trzeba dodać co najmniej kwadrans na rozwiązywanie tych problemów, przez np. instruowanie stron lub świadków przez telefon czy podejmowanie przez nich prób połączenia z użyciem innych urządzeń elektronicznych. Powoduje to, że na wokandzie znajduje się mniej spraw niż przy rozprawach tradycyjnych, sędziowie wyznaczają rozprawy na bardziej odległe terminy, a na wyrok czeka się dłużej - mówi sędzia Plaskacz.

"Za chwilę nie będzie komu orzekać"

Zbigniew Ziobro zapowiada zrównanie statusu sędziów. Ale ci uwagę zwracają na coś innego. W polskim wymiarze sprawiedliwości brakuje ponad 1000 sędziów. W samym Sądzie Okręgowym w Warszawie na koniec 2020 roku na 363 etaty nieobsadzonych pozostawało 122.

- Nie chodzi o to, że nie ma chętnych. Są, chcą wejść do zawodu, ale nie mogą. Czekają, aż prezydent ich powoła. Był czas, że przez dwa lata nikogo nie nominowano. Czyli sędziowie ze względu na wiek czy stan zdrowia w naturalny sposób odchodzili z zawodu, ale nowi przez dwa lata w ogóle nie przychodzili. I tu mamy wyrwę, która ciągnie się za nami latami - mówi adwokat Katarzyna Łukasiewicz.

I dodaje: - Ci młodzi czekają tak długo, aż często odchodzą, idą do innych zawodów. Zostają adwokatami, radcami prawnymi, notariuszami. A ci którzy doczekają się nominacji, mają w referatach po kilkaset spraw.

- Znam sądy rejonowe, gdzie cywiliści już parę lat temu mieli w sądzie po 1000 spraw. Ja sobie nie wyobrażam, że oni wiedzą, co się w każdej z tych spraw dzieje. Fizycznie jest to niewykonalne, żeby to ogarnąć - mówi Interii sędzia z jednego z sądów okręgowych.  

Sędzia i asystent w jednym

Nasi rozmówcy podkreślają, że do sędziowskich wakatów dochodzi jeszcze brak pracowników administracyjnych w sądach. Są źle opłacani i odchodzą z zawodu.

- I teraz zdarza się, że sędzia nie tylko orzeka, ale i zajmuje się sprawami administracyjnymi. Kilka dni temu wieczorem dostałam maila bezpośrednio od sędziego, w takim technicznym aspekcie prowadzonej sprawy sądowej, w którym powinien napisać do mnie jego sekretarz, nie sędzia. Jeżeli on do mnie pisze, to ja oczywiście jestem mu bardzo wdzięczna, bo dzięki temu nasza rozprawa następnego dnia się odbyła, ale nie wyobrażam sobie jak funkcjonuje sędzia, skoro oprócz przygotowywania się do rozpraw, ogarnia tysiące takich rzeczy - mówi adwokat Katarzyna Łukasiewicz.

- Sądy są niedofinansowane, są ogromne braki kadrowe, które wiążą się też z niskim wynagrodzeniem pracowników. Jeśli w ministerstwie są środki finansowe na sądy, to zamiast na reformę i zmianę tabliczek z sądów rejonowych na regionalne, zapewnijmy wyższe wynagrodzenia pracownikom, żeby w tych sądach ktoś chciał pracować - mówi Urszula Żółtak, sędzia Sądu Rejonowego Warszawa Mokotów, Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia".

W obciążeniu sędziów sprawami resort zdaje się jednak problemu nie dostrzegać.

"W Ministerstwie Sprawiedliwości na bieżąco dokonywane są analizy wyników pracy sądów i stopnia ich obciążenia. Pozwala to na identyfikację sądów wymagających usprawnień organizacyjnych. Jednak niezależnie od kompleksowych działań podejmowanych przez Ministerstwo, mających na celu zwiększenie efektywności wymiaru sprawiedliwości, w polskim porządku prawnym to niezawiśli sędziowie i referendarze rozpoznają sprawy i podejmują czynności orzecznicze, które mają bezpośredni wpływ na długość postępowania. Niestety, część środowiska sędziowskiego przeciwna reformom poprzez obstrukcję stara się torpedować zmiany, co negatywnie wpływa na długość postępowań" - czytamy w odpowiedzi na nasze pytania. 

- Celem tych reform nie jest usprawnienie postępowań, a podporządkowanie sędziów. Taki jest cel tych wszelkich zmian ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, bo na prawdziwe usprawnienie jak widać pomysłu nie ma. A to, co się dzieje, prowadzi tylko do zapaści - podsumowuje sędzia Urszula Żółtak.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje