Reklama

Reklama

Fala zasłabnięć, omdleń i udarów. Polacy "nie umieją w upały"

Już nie tylko zasłabnięcia, odwodnienia i omdlenia. Ostatnie wysokie temperatury pokazują jak bardzo nie doceniamy "przeciwnika" jakim są upały. W szpitalnych izbach przyjęć i w karetkach pogotowia spotkać można coraz więcej pacjentów z udarami. Ofiary nadmiernej ekspozycji na słońce pierwszy raz w historii placówki trafiły także do siemianowickiego Centrum Leczenia Oparzeń. Specjalizujący się w ciężkich przypadkach szpital, objął leczeniem troje pacjentów z rozległymi poparzeniami słonecznymi. - Wiele z tych przypadków można by uniknąć. Bo to nie wina upałów, lecz tego, jak beztrosko do nich podchodzimy - przyznają rozmówcy Interii. I wymieniają nasze główne zaniedbania.

Lipcowa fala upałów w Europie zbiera śmiertelne żniwo. Z Hiszpanii i Portugalii płyną wieści o łącznie ponad 1,5 tys. zgonów związanych z ostatnimi falami gorąca. Lejący się z nieba żar nie oszczędza w tym tygodniu także i Polski. 

Zielona INTERIA: Tropikalne noce", to dopiero początek. W Polsce będzie naprawdę gorąco

Niestety, coraz wyższe wskazania termometrów, nie zawsze idą w parze ze wzrostem świadomości, czym takie temperatury mogą się dla nas skończyć. 

Reklama

Ofiary opalania w siemianowickim szpitalu. "Ciało poparzone w 20-30 proc."

Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich to ośrodek znany z leczenia poważnych oparzeń i ran przewlekłych. To tu trafiają m.in. górnicy po wybuchach metanu w kopalniach. W tym roku wśród pacjentów CLO znalazły się też ofiary nadmiernej ekspozycji na słońce.

- We wcześniejszych latach przypadki oparzeń słonecznych były i są zaopatrywane w izbie przyjęć Centrum Leczenia Oparzeń, jako pomoc doraźna, bo nie wymagały hospitalizacji. W tym roku jednak zwiększa się liczba pacjentów poparzonych promieniami słonecznymi, którzy wymagają leczenia szpitalnego - przyznaje w rozmowie z Interią dr n. med. Karolina Mikuś-Zagórska, zastępca dyrektora ds. medycznych Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Jak podkreśla dr Mikuś-Zagórska, troje pacjentów, którzy trafili do CLO to ofiary "zbyt długich kąpieli słonecznych lub np. wędrówek górskich bez odpowiedniego przygotowania, w postaci filtrów przeciwsłonecznych i zabezpieczeń przed słońcem".

Ich stan określić można jako dość poważny. - Były to oparzenia sięgające nawet 20-30 proc. powierzchni ciała - dodaje dr Karolina Mikuś-Zagórska.

Nie tylko SOR-y, ale i neurologia. "Pełne ręce roboty"

Elżbieta Cieślak, rzeczniczka Radomskiego Szpitala Specjalistycznego im. dr. Tytusa Chałubińskiego przyznaje, że zawsze kiedy pojawiają się upały, radomski Szpitalny Oddział Ratunkowy odnotowuje skokowy wzrost liczby pacjentów.

- Od kilku dni jest o około 30 procent więcej potrzebujących pomocy niż normalnie. Zarówno na SOR-ze, jak i w radomskim pogotowiu. Nasze karetki wyjeżdżają średnio 100-120 razy dziennie. W zwykłe dni wyjazdów jest około 80-90 - wylicza w rozmowie z Interią Elżbieta Cieślak.

W kieleckim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym, w porównaniu do lat ubiegłych, w szpitalnym oddziale ratunkowym "jest jeszcze spokojnie". - Obserwujemy za to dużo więcej pacjentów w neurologicznej izbie przyjęć. W ostatnich tygodniach notujemy wzrost zachorowań udarowych, do tego wzmożony ruch osób skarżących się na zawroty głowy i skoki ciśnienia. Tylko wczoraj przyjęliśmy ośmioro pacjentów z udarami - informuje Anna Mazur-Kałuża z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Ratownicy medyczni: Polacy "nie umieją w upały"

Agnieszka Kubica, ratowniczka medyczna z Oświęcimia przyznaje, że dla załogi karetki takie temperatury oznaczają jedno: masowe wezwania do starszych, odwodnionych osób.

- Pogorszenie stanu ogólnego, zasłabnięcie, omdlenie, słaby kontakt, złe samopoczucie - wymienia jednym tchem podawane przez zgłaszających objawy. I dodaje: - Polacy nie "umieją w upały". Szczególnie dotyczy to osób starszych, ich rodzin i opiekunów - zaznacza ratowniczka.  

Jak relacjonuje, scenariusz wizyt jest zazwyczaj bardzo podobny. - Przyjeżdżamy na miejsce i mamy osobę starszą, często leżącą. Badamy. Faktycznie pacjent bez kontaktu werbalnego, "ledwo co zipie". W mieszkaniu często zaduch, bo nie ma opcji schłodzenia lokalu na trzecim czy czwartym piętrze. Pierwsze nasze pytanie: "Ile mama/tata/babcia/dziadek przyjmują dziennie płynów?". Odpowiedź brzmi zawsze: "No, dużo". "Czyli ile?", "Ze cztery kubeczki" - załamuje ręce Agnieszka Kubica. - Bo te cztery kubeczki to jest litr wody albo i mniej. A są i wezwania do takich, którzy w ciągu upalnego dnia wypili niecałe dwie szklanki wody. Nawet nie 500 ml - dodaje ratowniczka.

Na ten sam problem wskazuje Adrian Cichawa, ratownik medyczny z Pomorza. - Starsi ludzie tłumaczą, że "od zawsze" pili 2-3 szklanki wody i było dobrze. Tylko, że kiedy temperatury są wyższe, to ten bilans płynowy trzeba zwiększyć. W dodatku sama woda "przelatuje" przez nasz organizm. Warto dodać odrobinę miodu, soku z cytryny czy szczyptę soli, tak by tę wodę w organizmie zatrzymać - zaleca ratownik.  

Pan Adrian dyżuruje w pogotowiu i na SOR-ze. On także, w takie dni jak dzisiejszy, zauważa wzrost liczby pacjentów. - Nie da się ukryć, że gdy nadchodzą upały, mamy więcej pracy. Różnica? Zdarza się, że w spokojnym dniu na salę czerwoną szpitalnego oddziału ratunkowego mamy np. cztery przyjęcia przez 12 godzin (opaskę czerwoną dostają pacjenci w ciężkim stanie, którzy muszą zostać przyjęci przez lekarza w pierwszej kolejności - przyp. red.) Przy takich upałach jak aktualnie, na salę czerwoną trafia po 20 pacjentów - informuje ratownik.

Najczęstsze przyczyny? - Pierwsza grupa to "krążeniówka", czyli pacjenci z niewydolnością krążenia, u których w te upalne dni dochodzi do zaostrzenia chorób przewlekłych. Druga to udary cieplne, zaburzenia wodno-elektrolitowe, często też pacjenci z nieżytem żołądkowo-jelitowym, bóle brzucha, zasłabnięcia, omdlenia. Czyli wszystko to, co jest związane z przegrzaniem organizmu - wylicza Adrian Cichawa.

Jak podkreślają ratownicy medyczni, oblężenie przeżywają nie tylko SOR-y. - Upał sprzyja zaburzeniom koncentracji, jesteśmy trochę bardziej senni, co zwiększa liczbę wypadków komunikacyjnych czy urazów. Ambulatoria chirurgiczne też na brak pracy też nie narzekają - mówi Adrian Cichawa.

Problemy na własne życzenie. "Przewlekle chorzy są świadomi. Najgorzej z beztroskimi"

Przykłady braku wyobraźni w czasie upałów widać jak w soczewce w doświadczeniach Śródmiejskiego Centrum Klinicznego w Warszawie - kardiologicznej filii Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego.

- Mamy duży wzrost nie liczby osób, które są w dramatycznej sytuacji, przewlekle chorych, tylko takich, które zaniedbały logikę działania w upalne dni - mówi dr Piotr Gołaszewski, dyrektor Śródmiejskiego Centrum Klinicznego w Warszawie i rzecznik prasowy Szpitala Bródnowskiego.

- Przykład? Historia z wczoraj. 68-letnia pani, bez nakrycia głowy, bez picia, przez kilka godzin kopie grządki w ogródku przy 30 stopniach. Przywiózł ją do nas mąż. W wielu wypadkach to nie jest kwestia upału, ale naszego braku wyobraźni i nie zastosowania się do sytuacji. To są problemy na własne życzenie - przyznaje w rozmowie z Interią dr Gołaszewski.

Nie doceniamy przeciwnika, jakim jest upał. Zwłaszcza upał w mieście. - I to jest absurd, bo kiedy jesteśmy na urlopie, nad morzem, jeziorem, to czujemy specyfikę sytuacji, smarujemy się kremem z filtrem, zakładamy czapkę, natomiast w mieście mamy podejście, jakby słońce nie działało, nie opalało, nie parzyło. Traktujemy miasto jako przestrzeń wyłączoną - ocenia Piotr Gołaszewski.

Podkreśla, że gdybyśmy bardziej troszczyli się o to, jak postępujemy w upalne dni, większość pacjentów w ogóle nie znalazłaby się w szpitalnej izbie przyjęć. - Ja zakładam, że około 90 proc. tych, którzy trafiają do nas z osłabieniem, omdleniem, odwodnieniem, to beneficjenci sytuacji, których można było uniknąć, gdyby nie beztroska. Bo ci, którzy wiedzą, że poważnie chorują - kardiologicznie, pulmonologicznie, w tych dniach bardziej na siebie uważają -  przyznaje rzecznik Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie.

Fala upałów w Europie. "Albo się nauczymy, albo nie przetrwamy"

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że w latach 2000-2016 liczba osób narażonych na fale upałów wzrosła o około 125 milionów. Według badań opublikowanych w ubiegłym roku na łamach The Lancet Planetary Health, ekstremalne upały mogą prowadzić do nawet 5 mln zgonów każdego roku. 

- Dlatego albo się nauczymy obchodzić z upałami, albo skończy się to tragicznie - podkreślają zgodnie nasi rozmówcy.

- Apelujemy, by w trakcie ekspozycji ciała na słońce zabezpieczyć je odpowiednim kremem z filtrem, zapewnić nakrycie głowy oraz odpowiednią ochronę oczu. Tylko rozsądne korzystanie ze słońca wraz z ochroną przeciwsłoneczną pozwala na uniknięcie oparzeń - podkreśla dr n. med. Karolina Mikuś-Zagórska, zastępca dyrektora ds. medycznych Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowiach Śląskich.

Dr Piotr Gołaszewski przestrzega, że dla wielu banalne odwodnienie, może pozostawić poważne ślady na naszym zdrowiu. - Nie zregenerujemy się w chwilę. Starsza osoba po odwodnieniu organizmu potrzebuje 2-4 dni żeby to odpracować - zaznacza dyrektor Śródmiejskiego Centrum Klinicznego w Warszawie. I dodaje: - Nasi pacjenci często żądają badań, suplementów, magicznych witamin, ale odmawiają sobie spożycia wody, która jest dużo ważniejsza niż suplement. Pamiętajmy, że te najprostsze ruchy są najważniejsze.

- Największy problem jest w tym, że jeszcze się nie przyzwyczailiśmy jako społeczeństwo do takich upałów. Przez to nie mamy nawyku, żeby w te dni bardziej na siebie uważać i sami robimy sobie krzywdę - podsumowuje ratownik medyczny Adrian Cichawa. 

Zdaniem synoptyków upały potrwają do końca tygodnia. Po weekendzie z niewielkimi opadami i burzami, na początku następnego tygodnia możemy się spodziewać nieznacznego ochłodzenia. Temperatury poniżej 30 stopni pozwolą odpocząć od fali upałów, jednak już od środy słupki rtęci zanotują kolejny skok. Znów najgoręcej będzie w zachodniej części kraju. 

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy