Reklama

Reklama

Cleo Smith udało się odnaleźć. Wielu polskich dzieci nie. Rodzice wciąż czekają na cud

Kiedy świat żyje odnalezieniem czteroletniej Cleo Smith, wielu rodziców zaginionych dzieci chce mieć nadzieję, że i u nich wydarzy się taki cud. Bo chociaż do zaginięć dzieci nie dochodzi codziennie, w bazie Fundacji Itaka widnieje aktualnie 86 dzieci uznanych za zaginione. - To się dzieje nie tylko w filmach czy odległych krajach. Nie możemy żyć w przekonaniu, że polskie dzieci nie znikają - mówi Interii Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka.

Policja z Australii Zachodniej przekazała wiadomość o szczęśliwym zakończeniu poszukiwań Cleo Smith. Czterolatka zaginęła 16 października podczas wakacji z rodzicami na kempingu. Po trzech tygodniach intensywnych poszukiwań dziewczynka została odnaleziona w jednym z domów w Carnarvon. W związku z tym zdarzeniem zatrzymano mężczyznę, który ma zostać przesłuchany przez detektywów.

- Nie wiemy, kim był zatrzymany człowiek i jakie miał zamiary, ale to że Cleo Smith się odnalazła to cud. Dziewczynka żyje, a niewiele jest takich historii z happy endem - mówi Interii Janusz Szostak, prezes Fundacji "Na Tropie", autor książki "Urwane ślady".

Reklama

"Poszedł na plac zabaw i już nigdy nie wrócił"

Sprawą zaginięcia 11-letniego Sebastiana z Katowic żyła cała Polska. W sobotę 22 maja chłopiec wyszedł na plac zabaw, ustalił z mamą SMS-em, że będzie na nim do 19:30. Kiedy po tej godzinie nie wrócił, rozpoczęto poszukiwania. W niedzielę wieczorem było już wiadomo, że Sebastian nie żyje.

Do porwania i zabójstwa Sebastiana przyznał się Tomasz M., optyk z Sosnowca. Z ustaleń śledczych wynika, że 41-latek wciągnął chłopca do auta, kiedy ten wracał ze szkolnego boiska, następnie więził go, by ostatecznie udusić i ukryć ciało na budowie domu.

Dwa lata wcześniej równie tragiczny los spotkał 10-letnią Kristinę. 13 czerwca 2019 roku około południa dziewczynka wyszła ze szkoły w Mrowinach i przepadła. Ostatni raz widziano ją niespełna 200 metrów od rodzinnego domu. Jej nagie i zakrwawione zwłoki znaleziono w lesie kilka kilometrów od Mrowin.

Do zbrodni przyznał się Jakuba A., krewny zamordowanej dziewczynki. Mężczyzna zakochał się w mamie 10-latki i uznał, że na drodze jego szczęścia stoi Kristina. Dlatego postanowił się jej pozbyć. Według prokuratury wywiózł 10-latkę do lasu, zadał ponad 30 ciosów nożem, a żeby zmylić śledczych, upozorował napaść pedofila i gwałt. We wrześniu przed Sądem Okręgowym w Świdnicy ruszył jego proces.

Jak wynika ze statystyk policji, każdego roku w Polsce do bazy zaginionych trafiało około siedem tysięcy dzieci. W ubiegłym roku z racji pandemii, zamkniętych szkół, problemów ze swobodnym przemieszczaniem się, skala zaginięć także i dzieci była mniejsza. Oficjalne statystyki mówią o zgłoszeniu 2016 przypadków zaginionych nieletnich. Wśród nich 67 zaginionych to, podobnie jak Cleo Smith, dzieci poniżej szóstego roku życia.

- To jest najbardziej tragiczne jak zaginie dziecko, bo ono jest bezbronne. Dorosły człowiek może sobie jakoś poradzić, ale dziecko nie - mówi Janusz Szostak, prezes Fundacji "Na Tropie".

Baza ludzkich dramatów

Policja podkreśla, że większość zaginionych zostaje odnaleziona w ciągu pierwszych 14 dni po zaginięciu. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia. W bazie osób zaginionych nadal sporo jest tych, którzy zniknęli jeszcze jako dzieci i od lat pozostają nieodnalezieni.

- To nie jest tak, że to dzieje się tylko w odległej galaktyce. Głośne zaginięcie Kariny Surmacz z Warszawy, która zniknęła w Boże Narodzenie 2002 roku. Historia jak z "Leona Zawodowca". Ukryta w domu pod łóżkiem czy w szafie siedmiolatka widzi egzekucję własnej matki i jej partnera. Potem dzwoni do swojego chrzestnego i razem z nim znika - opowiada Janusz Szostak, autor książki "Urwane ślady".

Urwanych dziecięcych śladów jest więcej. 11-letni Mateusz Żukowski z Ujazdowa pod Zamościem 26 maja 2007 roku pobiegł z kolegami z sąsiedniej miejscowości pobawić się w pobliskim parku. Do domu nigdy już nie wrócił. Jego rzeczy znaleziono zwinięte w rulon tuż nad brzegiem rzeki Wieprz. W pierwszej wersji przyjęto więc, że chłopiec utonął. Do akcji włączono płetwonurków. Centymetr po centymetrze przeszukali 20 km rzeki. Orzekli jednoznacznie, że ciała chłopca w rzece nie ma.

- Gdyby się utopił, tobyśmy go znaleźli. Jestem sceptycznie nastawiony do tego, że chłopiec w ogóle utonął w tym zbiorniku - twierdził rok po zaginięciu Ryszard Koper, płetwonurek z Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie.

Ciała Mateusza nigdy nie znaleziono, a on sam nadal figuruje jako zaginiony. Dziś miałby 25 lat. Bliscy chłopca nie ustają w jego poszukiwaniach.

Jak kamień w wodę. "Dzieci, które dziś byłyby już dorosłe"

- To są historie, które chwytają za gardło. Było dziecko i nagle go nie ma. Zniknęło, jakby rozpłynęło się we mgle. Tak jak Ewa Wołyńska. 19 lat temu wyszła pobawić się koło domu. O 18 mama widziała, jak jej córka bawi się z jakąś dziewczynką. Potem ślad po niej się urywa i od 2002 roku nikt nie wie, co się z nią stało - opowiada Janusz Szostak.

Sprawą zaginięcia Ewy Wołyńskiej nadal zajmuje się policja w Białogardzie.

- Wiele tych spraw ma wspólne mianowniki. Jedno dziecko odprowadziło drugie, rodzic widział dziecko i nagle zniknęło. To jest chwila, która zmieniła całe życie tych osób. Kiedyś mówiono: byłem dzieckiem chodzącym z kluczem na szyi, bawiliśmy się sami na podwórkach, nikt nas tak nie pilnował i nic nam się nie stało. Mnie zawsze to mierzi i zawsze wtedy myślę: jak dobrze, że miałeś tyle szczęścia. Bo jak widać w statystykach z tamtego okresu, nie wszyscy twoi rówieśnicy je mieli - mówi Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka. 

Child Alert w sytuacjach kryzysowych

Kiedy pojawia się ryzyko, że zaginionemu dziecku realnie coś zagraża, uruchamiany jest Child Alert. W Polsce system działa od 2013 roku. Do tej pory uruchomiono go czterokrotnie.

- W każdym z tych przypadków uruchomienie alertu doprowadziło do szczęśliwego powrotu dziecka do domu. Nie każde zaginięcie dziecka ma przesłanki do uruchomienia systemu, te kryteria są ściśle określone odpowiednimi przepisami, a o wdrożeniu Child Alert decyduje Wydział Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Służby Kryminalnej Komendy Głównej Policji. Child Alert jest narzędziem, które nie może być wykorzystywane za często, by społeczeństwo nie uodporniło się na tego typu sygnały. Wdrażany jest w momentach naprawdę krytycznych, wówczas kiedy jego uruchomienie rzeczywiście może wspomóc poszukiwanie - wyjaśnia Izabela Jezierska-Świergiel.

Porwania rodzicielskie. "Dzieci, których nie ma w statystykach"

W bazie zaginionych Fundacji Itaka najmłodsze zaginione dzieci mają od kilku miesięcy do czterech lat. Najczęściej to ofiary porwań rodzicielskich. Ale tych po zarządzeniu komendanta głównego policji z 2018 roku do zaginięć się nie wlicza.

- Do 2018 roku takich zaginięć było w statystykach około 600-700 rocznie. Wiemy, że ta liczba z całą pewnością się nie zmniejsza, wręcz przeciwnie. W takich sytuacjach sprawa najczęściej trafia najpierw do sądu, a poszukiwania, jako takie, nie są prowadzone - mówi Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka.

Jezierska-Świergiel przyznaje, że porwania rodzicielskie są ogromnym problemem.  

- Często, ze względu na fakt posiadania pełni władzy rodzicielskiej przez oboje rodziców, policja nie może przyjąć zgłoszenia zaginięcia, a co się z tym wiąże, nie można wówczas udostępniać wizerunku dziecka, co ogranicza poszukiwania. I ten drugi rodzic zostaje praktycznie bez możliwości poszukiwań swego dziecka. W Polsce przyjmuje się niestety, że dziecko przebywające z rodzicem jest bezpieczne, ale życie nieraz pokazało już, że z tym bywa różnie - mówi Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka.

Nadzieja umiera ostatnia

Kiedy media donoszą o sytuacjach takich jak znalezienie Cleo Smith, w domach zaginionych na nowo rozpala się nadzieja. Jeszcze mocniej wybucha, gdy zagraniczne stacje donoszą o przypadkach dzieci odnalezionych po wielu latach.

- Takie odnalezienia "po latach" zdarzały się do tej pory raczej poza naszym krajem, ale i tak wywołują w naszych rodzinach ogromną nadzieję. W Polsce odnalezienia dziecka po kilkunasty czy kilkudziesięciu latach jeszcze nie było. Rodzice zaginionych dzieci, często już starsze osoby, ciągle czekają na jakąkolwiek informację. My również. Wielu z nich na zawsze pozostanie w niewiedzy, co stało się z ich dziećmi. Ale to, że nie mieliśmy jeszcze przypadku odnalezienia po latach, nie oznacza, że nigdy się nie zdarzy - mówi Izabela Jezierska-Świergiel. 

- Na to czeka każdy zaginiony rodzic. Na szczęśliwe lub nie zakończenie. Bo nawet jeśli znajdziemy zwłoki, to rozpacz straszna, ale można dziecko pochować. A ci rodzice, których dzieci nadal są zaginione, każdego dnia budzą się i zasypiają z pytaniem, czy moje dziecko żyje, czy ktoś nie robi mu krzywdy. Patrzą każdego dnia w kalendarz i myślą: a może dziś będzie ten dzień, kiedy moje dziecko wróci do domu? Każdego dnia czekają na cud - dodaje Janusz Szostak.

Reklama

Reklama

Reklama