Reklama

Reklama

Alarmujące wyniki kontroli czujników czadu. "Jeden model w ogóle nie zadziałał"

Inspekcja Handlowa sprawdziła 167 wykrywaczy tlenku węgla oferowanych przez 84 przedsiębiorców. Jej zastrzeżenia wzbudziła ponad jedna czwarta z nich. "Jeden z dostępnych w sklepach modeli w ogóle nie alarmował, gdy ulatniał się tlenek węgla, a ponad 25 proc. nie ma ważnych dla konsumentów oznaczeń" - ostrzega Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Schemat co roku jest ten sam. Kiedy tylko zaczyna się sezon grzewczy nie ma tygodnia, by w mediach nie pojawiały się doniesienia o kolejnych ofiarach zatrucia czadem. W poniedziałek Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Mikołowie informowała o sześciu osobach, w tym trojgu dzieci, którym strażacy udzielili pomocy w związku z podtruciem tlenkiem węgla.

Śmierć w trzy minuty. Co roku 60 nowych ofiar i 2,5 tys. rannych

Chociaż tegoroczny sezon grzewczy dopiero przed nami, od początku 2021 roku strażacy brali udział w ponad 3200 interwencjach dotyczących tlenku węgla. Zaczadzeniu uległy 32 osoby, a ponad 1000 wymagało hospitalizacji.

Reklama

- Tylko w październiku strażacy interweniowali w związku z emisją tlenku węgla 221 razy, wskutek zatrucia czadem zmarły kolejne dwie osoby, a 67 trafiło do szpitala - mówi Interii bryg. Karol Kierzkowski, rzecznik mazowieckiej Państwowej Straży Pożarnej. -  Nie ma roku, by w wyniku zaczadzenia nie umierało około 50-60 osób, a 2,5 tys. nie zostawało rannych. Wiele z tych osób dałoby się uratować, gdyby miały w domu czujniki czadu - dodaje Kierzkowski.

Straż pożarna od lat apeluje o instalowanie w domach czujników tlenku węgla. Ale okazuje się, że coś, co miało być gwarancją naszego bezpieczeństwa, nie zawsze zapewni nam spokój.

Kontrole Inspekcji Handlowych: Czujnik, który nie działa

Na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Inspekcja Handlowa przyjrzała się 167 modelom czujników czadu. Nie wszystkie okazały się skuteczną ochroną. Kontrolerzy wnieśli uwagi aż do 42 urządzeń. Największą katastrofą okazał się model, który w ogóle nie reagował na ulatniający się czad.

"W trakcie kontroli inspektorzy wojewódzkich inspektoratów Inspekcji Handlowej pobrali do badań laboratoryjnych próbki 16 modeli czujników. W przypadku jednego modelu, przy przekroczeniu dopuszczalnego stężenia tlenku węgla 300 ppm nie zadziałała sygnalizacja optyczna i akustyczna, w żadnym z trzech badanych egzemplarzy tego modelu" - informuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

Działania Inspekcji Handlowej nie pozostawiają złudzeń. Nieprawidłowości stwierdzono u 27 przedsiębiorców, tj. u 32,2 proc. skontrolowanych podmiotów gospodarczych.

"Najwięcej nieprawidłowości dotyczyło oznakowania i instrukcji użytkowania. Brakowało w nich m.in. ważnych dla konsumentów oznaczeń i ostrzeżeń np. przez jaki maksymalny czas można używać urządzenie. W wyniku konstrukcji czujników czadu znakomita ich część ulega stopniowemu zużyciu, dlatego producent musi nas poinformować. na jaki czas przewiduje działanie czujnika. Brakowało także informacji, że dany czujnik musi instalować fachowiec" - podkreśla w informacji Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

- Do każdego czujnika czadu powinna być dołączona broszura z instrukcją użytkowania w języku polskim. Instalacją urządzenia powinien zająć się fachowiec, natomiast my powinniśmy się zapoznać z treścią instrukcji przed uruchomieniem produktu. Pamiętajmy, że detektory tlenku węgla to tylko pomoc, nie powinny być traktowane jako zamienniki prawidłowej instalacji i konserwacji urządzeń do spalania paliwa - informował po poprzedniej kontroli Artur Fronek z Departamentu Nadzoru Rynku UOKiK.

Dobre wieści? "Wcześniej było jeszcze gorzej"

W czasie poprzedniej kontroli, prowadzonej przez Inspekcję Handlową, skontrolowano 104 modele czujników, czyli ponad połowę dostępnych wówczas na polskim rynku.

- Wtedy zakwestionowaliśmy 41 modeli. 21 czujników przeszło badania w specjalistycznych laboratoriach. W siedmiu czujnikach, czyli co trzecim zbadanym w laboratorium, alarm przy przekroczeniu dopuszczalnego stężenia czadu nie działał tak jak powinien. Albo nie włączał się w ogóle, albo następowało to zbyt późno lub zbyt wcześnie  - mówił w styczniu 2018 roku Marek Niechciał, prezes UOKiK.

Wówczas wadliwe czujniki zostały wycofane ze sklepów, a informacje o dwóch detektorach trafiły do bazy RAPEX, w której państwa Unii Europejskiej ostrzegają o niebezpiecznych produktach.

W tym roku w porównaniu do wcześniejszych kontroli czujników liczba wykrywanych nieprawidłowości jest mniejsza.

"Poprzednia kontrola wykrywaczy tlenku węgla objęła o 33,3 proc. mniej przedsiębiorców, a jednak ogólny odsetek stwierdzonych nieprawidłowości był wyższy - wyniósł bowiem 29,7 proc." - informuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 

"Obecne wyniki kontroli pokazują, że w porównaniu z badaniami przeprowadzonymi w latach 2017 i 2018 można dostrzec stopniową poprawę, bowiem odsetek produktów zakwestionowanych w warunkach laboratoryjnych spadł" - podkreśl Departament Komunikacji w odpowiedzi na pytania Interii.

4 tys. zł kary i pozytywne prognozy na przyszłość

UOKiK informuje, że w następstwie tegorocznych kontroli wojewódzcy inspektorzy Inspekcji Handlowej wystosowali do przedsiębiorców odpowiedzialnych za wprowadzenie produktów na rynek 12 wystąpień pokontrolnych ze stwierdzonymi nieprawidłowościami i z wnioskami o usunięcie uchybień.

"W przypadku produktów posiadających braki w oznakowaniu działania naprawcze były podejmowane przez podmioty kontrolowane, najczęściej jeszcze w toku działań kontrolnych Inspekcji Handlowej, często w porozumieniu z producentami czy importerami, poprzez wstrzymanie sprzedaży do czasu poprawy oznakowania bądź poprzez wycofanie z oferty handlowej i zwrot do dostawców" - informuje Interię Departament Komunikacji UOKiK.

Akta modelu, który nie zadziałał w laboratoryjnych testach Inspekcja Handlowa wysłała do UOKiK. Na ich podstawie zostało wszczęte postępowanie administracyjne, które zostało zakończone nałożeniem na producenta kary 4 tys. zł. Z informacji UOKiK wynika, że wadliwy czujnik wycofano ze sklepu, ponadto przedsiębiorca usunął przyczyny nieprawidłowości i naprawił produkt.

- Trend jest o tyle dobry, że z roku na rok jest coraz mniej ofiar śmiertelnych zaczadzenia. I to jest zasługa czujek. 10 lat temu mieliśmy tych ofiar około 100-110 rocznie, a teraz zeszło to do około 50-60. Oczywiście chcielibyśmy, żeby ta liczba zeszła do zera, ale już widać efekt przypominania o tym niebezpieczeństwie - mówi bryg. Karol Kierzkowski, rzecznik mazowieckiej Państwowej Straży Pożarnej.

Rzecznik straży pożarnej podkreśla jednak, by zwracać uwagę na detektory, jakie montujemy w swoich domach.

- Zawsze apelujemy, żeby sprawdzać te czujki, żeby to był pewny produkt, żeby miał specyfikacje czy normy europejskie i żeby nie był czujnik za niewielkie pieniądze, bo możemy mieć wówczas poważne wątpliwości co do jego działania - mówi bryg. Karol Kierzkowski, rzecznik mazowieckiej Państwowej Straży Pożarnej - Ciągle mamy nadzieje, że w kwestii życia i zdrowia ludzie jednak bardziej sugerują się jakością niż ceną - dodaje brygadier.

"Kontrole Inspekcji Handlowej pokazały, że na rynku mogą pojawić się wadliwe urządzenia, które nie spełniają swojej funkcji, jak również produkty, które nie są w pełni oznakowane. Powinniśmy kupować czujniki czadu od sprawdzonych sprzedawców oraz te, gdzie producent w oznakowaniu powołuje się na spełnianie normy PN-EN 50291, która określa wymagania dla domowych czujników tlenku węgla" - informuje Interię Departament Komunikacji UOKiK.

Pełen raport i wykaz przebadanych laboratoryjnie przez Inspekcje Handlową produktów dostępny jest na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.  

Reklama

Reklama

Reklama