Reklama

Reklama

Święta Bożego Narodzenia. "Żywe prezenty" pod choinkę. Co dzieje się z niechcianymi zwierzętami?

Porzucone na śmietnikach, przywiązane do drzew, utopione w rzekach - niejednokrotnie właśnie tak kończy się historia nietrafionych "żywych prezentów". Właściciele psów i kotów potrafią oddać czworonogi, bo te nie umieją bawić się z dziećmi. Czasami "przeszkodą" okazuje się... niewłaściwy kolor oczu pupila. O "żywych prezentach" na święta rozmawiamy m.in. z prezeską Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami (KTOZ).

Reklama

Co roku organizacje działające na rzecz praw zwierząt zwracają uwagę na problem nieprzemyślanych prezentów świątecznych, jakimi są psy czy koty. Jedną z nich jest kampania PETA (ang. People for the Ethical Treatment of Animals) "Why You Should Never Give Animals as Gifts" uświadamiająca dlaczego czworonogi nie powinny być prezentami.

Reklama

W Hamburgu, w miejscach, gdzie najczęściej porzucane są psy, postawiono sylwetki zwierząt zrobione ze świątecznych lampek. W ten sposób organizatorzy chcieli uzmysłowić problem częstego porzucania zwierząt.

Prezent ze schroniska

Czy promowane w mediach społecznościowych kampanie wpłynęły na świadomość potencjalnych właścicieli zwierząt?

- Na ogół nie obserwujemy wzmożonego ruchu adopcyjnego w okresie świątecznym. Chociaż nie dysponujemy rentgenem do prześwietlania intencji ludzkich, staramy się bardzo ostrożnie podchodzić do potencjalnych właścicieli - mówi w rozmowie z Interią Jadwiga Osuchowa, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie w stanie spoczynku, prezeska Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami (KTOZ).

Chociaż adopcja ze schroniska jest darmowa, potencjalny właściciel musi spełnić szereg wymagań. Pierwszym z nich jest wypełnienie specjalnej ankiety, w której znajdują się pytania m.in. o jego tryb życia i warunki mieszkaniowe. Przed przygarnięciem zwierzaka obowiązkowe jest odbycie przynajmniej dwóch spacerów zapoznawczych. Pracownicy schroniska osobiście sprawdzają też warunki, w jakich miałby żyć czworonóg.

Lepiej oddać, niż porzucić

Jak przyznaje Osuchowa, zwroty zwierząt oczywiście się zdarzają. - My zresztą wolimy, kiedy ludzie zgłaszają się do nas, zamiast zwierzę porzucać. To mu daje szansę na ponowną adopcję - mówi.

Wobec osób, które zwracają tzw. adopciaki, schronisko nie wyciąga żadnych konsekwencji. Inaczej jest w przypadku właścicieli, którym zwierzę zostało odebrane interwencyjnie. Jak tłumaczy prezeska KTOZ, towarzystwo prowadzi "czarną listę", na której widnieje kilkadziesiąt nazwisk. - Staramy się, by do tych osób zwierzęta nie trafiały - przyznaje.

Zwierzęta adoptowane z krakowskiego schroniska w okresie świątecznym prawie nigdy tam nie wracają, ponieważ - jak mówi Osuchowa - pod choinkę zazwyczaj daje się szczeniaki. Doświadczona miłośniczka czworonogów widzi zaletę podjęcia wiążącej na lata decyzji właśnie w grudniu, ponieważ - jak przyznaje - święta są czasem, kiedy możemy lepiej poznać nowego członka rodziny ze względu na kilka dni wolnych od pracy, a on nie jest osamotniony w zadomawianiu się.

"Złote czasy dla hodowców"

Należy jednak pamiętać, że "żywe prezenty" są nie tylko adoptowane, ale także kupowane. Korzyściami posiadania psa czy kota z hodowli są przede wszystkim metryka urodzenia i rodowód, które są gwarantem pochodzenia i przynależności do rasy, książeczka zdrowia oraz umowa kupna-sprzedaży, regulująca wszystkie aspekty prawne zawartej transakcji.

Agnieszka Łyp-Chmielewska, adwokatka zajmująca się kynologią i felinologią oraz prowadząca blogi Psi Paragraf oraz Koci Paragraf uważa, że w Polsce mamy obecnie do czynienia ze "złotymi czasami dla hodowców".

- Pandemia znacząco wpłynęła na liczbę zbywanych szczeniąt i kociąt. Ja osobiście określam obecne czasy jako "złote czasy dla hodowców". Moi klienci i przyjaciele hodowcy utwierdzają mnie w tym przekonaniu - mówi w rozmowie z Interią.

- Ludzie siedzą w domach i nagle stwierdzają, że mają wiele czasu. Widzę to po liczbie umów, jakie są zamawiane w mojej kancelarii przez hodowców oraz po liczbie zgłoszeń nabywców w związku z wadą nabytego zwierzęcia - zauważa Łyp-Chmielewska.

Chora moda

Konsekwencją dużego zainteresowania kupnem zwierząt jest powstanie wielu nowych hodowli. Niedoświadczeni hodowcy często wydają szczenięta czy kocięta zbyt wcześnie odebrane matkom oraz takie, które zmagają się z problemami zdrowotnymi.

- Przyznam, że od marca liczba spraw związanych z wadami fizycznymi (rękojmia) nabytych zwierząt znacznie wzrosła. Skoro jest wiele miotów, to i prawdopodobieństwo chorób znacznie wzrasta - mówi Łyp-Chmielewska.

- Nie można pomijać, że ludzie często kupują oczami, czyli to, co jest akurat "modne" - tłumaczy adwokatka z Dąbrowy Górniczej.

Pod choinką najczęściej lądują pudel toy lub miniatura, szpic miniaturowy, maltańczyk czy cavalier.

- Najczęściej są to rasy małe, tzw. psy ozdobne. Każdy z nas zna "słodkie pieski z TV" lub "psich celebrytów", czyli psy należące do gwiazd. Są ładne i słodkie, ale nabywca nie zastanowi się nad tym, ile czasu należy poświęcić np. na pielęgnację włosa u pudla - zwraca uwagę Łyp-Chmielewska.



Wysokie ceny nie stanowią bariery

Chociaż niełatwo mówić o zwierzęciu jak o produkcie, mechanizm rynkowy funkcjonuje również w tej sferze. Kiedy rośnie popyt, rośnie także cena.

- Przyznam, że ceny psów czy kotów znacznie poszybowały w górę w okresie pandemii i nadal się utrzymują. Średnia cena psa rasowego z metryką ZKWP (FCI) obecnie wynosi około 4 tys. zł, ale zdarzają się również rasy, gdzie ceny sięgają kwoty 10 tys. zł - mówi rozmówczyni Interii.

Wysokie ceny nie zniechęcają tych, którzy chcą podarować bliskim zwierzę. Wraz z początkiem grudnia w internecie zaczynają pojawiać się ogłoszenia chętnych do nabycia np. psa dla starszej osoby samotnej. Najczęściej jednak to rodzice szukają żywego prezentu dla swoich pociech.  

Łyp-Chmielewska, która sama jest członkinią Związku Kynologicznego w Polsce, przyznaje, że wielu hodowców obawia się sprzedaży szczeniąt czy kotów w okresie świątecznym, właśnie ze względu na to, że mogą stać się one nietrafionymi prezentami. Aby temu przeciwdziałać, niektórzy z nich proszą o wypełnienie podobnej jak w schronisku ankiety preadopcyjnej.

Co zrobić z nietrafionym prezentem?

Zgodnie z zapisami ustawy o ochronie zwierząt w przypadku psów i kotów stosowane są odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy. Dlatego czworonogi nabywamy w oparciu o umowę sprzedaży.

- W przypadku gdy ktoś nabywa psa czy kota i chce go oddać bez wskazania przyczyny, nie ma takiej możliwości prawnej. To nie tak, jak z zakupami w sklepie z odzieżą, że można oddać rzecz w terminie 30 dni od dnia zakupu bez podania przyczyny - porównuje Łyp-Chmielewska.

W przypadku kiedy pies czy kot posiada wadę, za którą odpowiedzialność ponosi hodowca, czyli taką, która istniała w chwili wydania zwierzęcia, nabywcy przysługują uprawnienia z tytułu rękojmi. Są to np. żądanie obniżenia ceny, odstąpienia od umowy, wymiany na okaz wolny od wad czy też "naprawa". - Z doświadczenia wiem, że najczęściej nabywcy korzystają z uprawnienia obniżenia ceny lub odstąpienia od umowy - informuje Łyp-Chmielewska.

Prawniczka zaleca, by w sytuacji, gdy zwierzę nie spełnia oczekiwań nabywcy, w pierwszej kolejności skontaktować się z hodowcą i wspólnie spróbować dojść do porozumienia. Kiedy nie jest to możliwe, kupujący ma możliwość wejścia na drogę sądową.

"Zbyt mało głęboki niebieski kolor oczu"

"Wadą" nie są np. alergeny zwierzęce. - Alergia u nabywcy nie jest przesłanką do odstąpienia od umowy - alarmuje adwokatka.

Podobnie jest przypadku, kiedy pies załatwia się na panele, zamiast na matę, czy nie umie bawić się z dziećmi. - Takie przypadki się zdarzają - dodaje.

- Miałam kiedyś sprawę, gdzie pani chciała zwrotu pieniędzy za psa od hodowcy, ponieważ ten miał zbyt mało głęboki niebieski kolor oczu... - kończy Łyp-Chmielewska. 

Ewa Majewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje