Reklama

Reklama

Prof. Wołos: Putinizm kiedyś się skończy

Im gorsze są relacje między Moskwą i Warszawą, tym lepsze powinny być między polskim i rosyjskim społeczeństwem - podkreślił w Oświęcimiu podczas II Międzynarodowej Konferencji Europa wobec wyzwań XXI wieku pt. Granice Wolności profesor Mariusz Wołos, historyk z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Profesor Wołos odniósł się do niedawnej głośnej sprawy "Nocnych Wilków", grupy rosyjskich motocyklistów, która nie została wpuszczona do Polski. Popierający politykę Władimira Putina członkowie grupy chcieli przejechać przez nasz kraj w drodze do Berlina.

Reklama

- To był karygodny błąd. Daliśmy się złapać jak dzieci na prowokację Rosjan. Trzeba ich było obstawić polskimi motocyklistami i pozwolić przejechać, nie mówiąc o tym głośno. Należy spodziewać się odwetu. Być może nie zostaną wpuszczeni do Rosji uczestnicy Rajdu Katyńskiego albo wręcz przeciwnie: Rosjanie wpuszczą ich i pokażą, że to oni są tymi dobrymi. Źle gramy z Rosją. Brakuje mi zgodnej linii, pewnej mądrości. Osoby takiej jak Jerzy Giedroyc, która dałaby pstryczka w nos wielkim naszej polityki  - zwrócił uwagę prof. Wołos.

Historyk z krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego podczas konferencji w Oświęcimiu wziął udział w debacie nt. wolności polityków i filozofów. Przygotował krótkie wystąpienie dotyczące tego, jak wolność pojmowana jest przez Rosjan.

Śruba autorytaryzmu

Rozumienie wolności w Rosji, zdaniem profesora, wynika z doświadczeń historycznych.  - Statystycznemu Rosjaninowi kojarzy się z nieudanym eksperymentem historycznym, biedą, anarchią, poczuciem krzywdy - wyjaśnił prof. Wołos.

Przywołał trzy przykłady z historii, kiedy próbowano demokratyzować Rosję. Ostatni miał miejsce za rządów Borysa Jelcyna. - Dla Rosjan to był czas rozkradania państwa, budowania potęgi oligarchów, bandytyzmu. Władze wykorzystują to, mówią: źle wam? Przypomnijcie sobie, jak było wcześniej, jak nie dostawaliście pensji. Śruba autorytaryzmu dokręcana była stopniowo. Dzisiaj jest dokręcona dość mocno - dodał historyk.

- Należę do osób uważających, że w Rosji przy Putinie jest duży potencjał wolności i demokratyzacji. Widzę dwa tego przejawy. Pierwszy z nich to niewielki, ale wciąż obecny w Rosji strumień demokracji, utożsamiany z opozycją. To małe, głośne środowisko. Drugim są rzesze Rosjan, cicho przyglądających się temu, co się dzieje w kraju. Nie chodzą na manifestacje, ale nie popierają też władzy. To inteligencja, biznesmeni, nieliczna klasa średnia - powiedział prof. Wołos.

To, przekonywał podczas wystąpienia, rosyjscy turyści, których widzimy na ulicach Krakowa, Zakopanego i Paryża. Konfrontują to, co widzą poza ojczyzną z narracją władz i propagandą rosyjskich mediów.

Prof. Wołos: - Kiedyś putinizm się skończy, chociaż pewnie nie nastąpi to szybko. Ta grupa kiedyś się obudzi i stanie naprzeciwko nacjonalistów. Potrzebuje wsparcia innych krajów, w tym Polski. Ruch przygraniczny, otwartość, możliwość konfrontowania: to są niezbędne działania, kropla drążąca skałę.

Znieść wizy?

Gość oświęcimskiej konferencji nie jest zwolennikiem sankcji, jeżeli uderzają one w zwykłych Rosjan i tylko izolują ich od reszty świata.

- Czym gorsze są stosunki między Moskwą i Warszawą, tym lepsze powinny być między naszymi społeczeństwami. Najlepiej znieść wizy, Rosjanie mają przecież paszporty. Nie można izolować największego kraju świata i 140 milionów Rosjan. To nierealne. Posłuchajmy mieszkańców Kaliningradu. Oni uważają się za Europejczyków, bo mają okazję zakosztować innej rzeczywistości. My czerpaliśmy zachodnie wzorce, jeżdżąc do Berlina Zachodniego, wykorzystajmy nasze doświadczenia, otwierając się na Rosjan i Białorusinów - zaapelował prof. Wołos.

Dariusz Jaroń, Oświęcim

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje