Reklama

Reklama

O. Wacław Oszajca: Można pokochać niewolę

Największym zagrożeniem dla wolności człowieka jest sam człowiek, bo można pokochać to, co się nazywa niewolą, a więc brak odpowiedzialności za wszystko - podkreśla ojciec Wacław Oszajca, jezuita, publicysta i poeta.

Ojciec Wacław Oszajca wziął udział w dyskusji nt. wolności, która odbyła się w Oświęcimiu podczas II Międzynarodowej Konferencji Europa wobec wyzwań XXI wieku "Granice wolności".

- Jako ludzie religijni powinniśmy cenić ateistów - zaapelował. - Dopilnują, żebyśmy nie wpadli w najgorszą niedolę, czyli zabobon. Żebyśmy nie rezygnowali z używania rozumu, nie popadli w pogardę licząc na to, że i tak znajdziemy się w niebie (...). Gdybym miał myśleć o Kościele za 10-15 lat, chciałbym żeby był to Kościół ludzi, których nikt nie chce, na których nie można zarobić. Z drugiej strony chciałbym, żeby chrześcijaństwo i inne religie odnalazły to, co objawiło się jako kultura europejska, żebyśmy mogli inspirować, jako ludzie twórczy, odpowiedzialni i wolni - mówił podczas panelu "Bóg wolności, bóg zniewolenia".

Reklama

Dariusz Jaroń, Interia: Czym dla ojca jest wolność?

O. Wacław Oszajca:  To takie pojęcie, które ciężko zdefiniować. Tak samo jak prawda, miłość, ale też jak nienawiść czy fałsz. Można podać wiele definicji. Dla mnie, najkrócej rzecz ujmując, jest wolność od czegoś, np. wolność od przemocy czasów komunistycznych i wolność do czegoś, czyli szansa na rozwijanie zdolności, talentów, tego co w nas tkwi. Wolność polega na tym, że nikt mnie nie prześladuje, a jeśli nawet, to mam zapewnioną obronę. Wolność pozwala mi także żyć z innymi ludźmi: mam możliwość obdarowania czymś drugiego człowieka i przyjęcia od niego tego, co chce mi ofiarować. Tak najkrócej zdefiniowałbym to pojęcie

Polska jest krajem wolnym?

- Jeśli chodzi o ustrój, z całą pewnością tak. Natomiast jeśli chodzi o naszą mentalność, to różnie z tym bywa. Cały szereg ludzi twierdzi, że nie są wolnymi, że państwo ich ogranicza, że ograniczają ich warunki materialne, finansowe, że są prześladowani. Cały szereg moich współwyznawców, katolików, uważa, że nie ma pełni możliwości realizacji swojego światopoglądu. W mojej ocenie jest to nieprawda.

Hasło "Polska nie jest wolna" jest jednak bardzo nośne. W czym tkwi zatem problem?

- To jest objawem czegoś zupełnie innego. Ci ludzie nie potrafią znaleźć się w kraju demokratycznym, liberalnym, tolerancyjnym, wielokulturowym i wielowyznaniowym, a takim się stajemy, chociaż innych religii u nas jest jak na lekarstwo. Cały szereg ludzi żyje w strachu przed tym, co będzie, co się stanie. Już teraz sobie nie radzą, dlatego obawiają się tego, co będzie. Nie są w stanie zrozumieć, że przyczyna tkwi w nich, więc szukają usprawiedliwienia, twierdząc że państwo im przeszkadza, Kościół przeszkadza...

Zawsze jakaś wymówka się znajdzie.

- Tak to działa. Wychowałem się na wsi. W moich stronach mówiono, że jak ktoś chce psa uderzyć, kij zawsze się znajdzie. Tak samo i tutaj. To był zresztą wielki błąd zarówno odpowiedzialnych za Kościół, jak i za państwo: nie zagospodarowano ludności po przełomie. Ci, którzy, często nie ze swojej winy, nie potrafili się odnaleźć w nowej ojczyźnie, nie znaleźli zrozumienia i zostali sami. Tę część społeczeństwa zagospodarowali ci, którzy robią na tym interes, jak skrajne partie polityczne, czy też księża i biskupi o skrajnych poglądach: fanatycznych, nietolerancyjnych. Nie chcą wyprowadzić ludzi z tego zagubienia i nieszczęścia, tylko ich w tym utwierdzają, bo z tego da się wyżyć.

Widzi ojciec obecnie zagrożenie dla wolności w Polsce?

- Specjalnych przesłanek ku temu nie dostrzegam. Natomiast, jak to dobrze ujął ks. Tischner w książce "Nieszczęsny dar wolności", pamiętajmy, że wolność łączy się z odpowiedzialnością, i to jest trudne, bo można pokochać niewolę. Lepiej się żyje niewolnikowi, któremu zapewnimy dach nad głową i miskę, niż człowiekowi, który musi borykać się z problemami moralnymi, własną niewiedzą, niemożnością połączoną z jednoczesną chęcią zmieniania świata. To trudniejsza droga, ale i nie nowy problem. Czytam opisy wyjścia z Izraelitów z Egiptu. Ledwo przeszli Morze Czerwone, zabrakło im jedzeni. Natychmiast podnieśli wrzask do Mojżesza: "po co nas wyprowadziłeś? Tam mieliśmy warzywa, mięso". Zapomnieli, że - według Biblii - groziła im zagłada. Ówczesna władza wykańczała Żydów przy pomoc nadmiernej pracy.

Tu, w Oświęcimiu, brzmi to bardzo aktualnie...


- Nic nowego, prawda? Największym zagrożeniem dla wolności człowieka, jest sam człowiek, bo można pokochać to, co się nazywa niewolą, a więc brak odpowiedzialności za wszystko. Jakim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz. I za wiele ode mnie nie chciej. Myślę, że to wszystko wynika z niepewności, nosimy ją w głowie, w duszy. Głowna odpowiedzialność spoczywa na każdym sumieniu z osobna. To my rozstrzygamy, czy będziemy wolni czy zniewoleni.

Reklama

Reklama

Reklama