Reklama

Reklama

Paweł Jabłoński dla Interii: Rosja broni swoich interesów na Białorusi

- Rolą Polski, NATO, UE nie jest animowanie, inspirowanie konkretnych zmian politycznych, ale udzielenie wsparcia temu, żeby ludzie na Białorusi mogli wyrazić swoją wolę w sposób demokratyczny i by została ona rzetelnie odzwierciedlona w wynikach głosowania - ocenia w wywiadzie dla Interii Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych.

Wiceminister uważa, że otrucie opozycjonisty Aleksieja Nawalnego w Rosji należałoby wiązać z obecną sytuacją na Białorusi. 

Reklama

- Należy na to patrzeć w szerokim kontekście. Bezpośrednio wydaje się, że związku nie ma, ale jednocześnie kontekst czasowy i bardzo wyraźny sygnał - a mamy już dziś potwierdzenie, że doszło do otrucia - to nie przypadek. W momencie, gdy kilka godzin po informacjach, że z jakiegoś powodu, wtedy nieznanego jeszcze, pogorszył się stan zdrowia Aleksieja Nawalnego, w internecie pojawia się zdjęcie, jak pije on na lotnisku herbatę... To nie jest przypadek, że ktoś mu to zdjęcie zrobił - podkreśla Jabłoński.

- Nie jest to pierwsza taka sytuacja. Ale to także działanie w stronę Białorusinów, tej części elity władzy białoruskiej, która zastanawia się, czy nie porozmawiać ze społeczeństwem. To może być sygnał, który ma odstraszać potencjalne osoby rozważające taki krok. Absolutnie nie możemy ignorować faktu, że to się wydarzyło w tym samym momencie. (...) Rosja, co jest oczywiste dla wszystkich, ma swoje interesy na Białorusi, będzie tych interesów broniła. To jest naturalne. Nie możemy się godzić na to, żeby to się odbywało takimi metodami - mówi Interii Jabłoński.

"Kompletny absurd"

Warto przypomnieć, że prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka wskazał m.in. Polskę jako powód powyborczych zamieszek w jego kraju. 

- To jest kompletny absurd. Oczywiście na potrzeby wewnętrznej propagandy tego rodzaju opowieści się pojawiły. I pojawiają się od lat. Polska była przedstawiana w bardzo mrocznych barwach jako państwo, które spiskuje przeciwko wolności Białorusi. Oczywiście wykorzystywane są do tego różne bardzo głupie wypowiedzi osób, które w Polsce są gdzieś na kompletnym marginesie dyskusji publicznej, ale ich wypowiedzi są w mediach propagandowych traktowane jako reprezentatywny głos dla dyskursu w Polsce. Oczywiście to jest kompletna bzdura - ocenia wiceminister spraw zagranicznych.

- My podchodzimy do tego bardzo jednoznacznie - wspieramy dążenia Białorusinów, które są dążeniami do wolności, niezależności, do możliwości wyrażenia swojej opinii, chęci zmian, jeżeli te zmiany są ich zdaniem konieczne. To jest coś, co my przeżywaliśmy w Polsce 40 lat temu. Rolą Polski, NATO, UE nie jest animowanie, inspirowanie konkretnych zmian politycznych, ale udzielenie wsparcia temu, żeby ludzie na Białorusi mogli wyrazić swoją wolę w sposób demokratyczny i by została ona rzetelnie odzwierciedlona w wynikach głosowania - dodaje Jabłoński.

"To byłoby najgorsze wyjście"

Polska - przypomnijmy - nie uznaje wyników wyborów prezydenckich w Białorusi. - Bardzo jasno to powiedzieliśmy. Nie ma zgody na uznawanie wyników wyborów, które w oczywisty sposób zostały sfałszowane, które były dotknięte ogromnymi nieprawidłowościami. W zasadzie wszystkie dowody na to wskazują - mówi Jabłoński.

Dodaje również, że "bardzo mocne stanowisko wyrażone przez Polskę, a także przez kilka innych krajów naszego regionu, zwłaszcza przez Litwę, państwa Grupy Wyszehradzkiej - presja - w ubiegłym tygodniu doprowadziła do zwołania szczytu Rady Europejskiej, gdzie cała Unia Europejska jednoznacznie powiedziała, że tych wyników (wyborów - red.) nie uznaje".

- Domagamy się od władzy białoruskiej, aby w sposób rzetelny zapewniła te podstawowe standardy demokratyczne, bo tak naprawdę to sami Białorusini muszą mieć prawo zdecydować o tym, w którą stronę ma iść ich kraj - podkreśla Jabłoński.

Dodaje także, że na początku złym rozwiązaniem byłoby podejście wyłącznie krytyczne do wyników wyborów, czyli wprowadzenie np. sankcji gospodarczych przeciwko Białorusi i niezaoferowanie niczego pozytywnego, żadnej alternatywy dla przyszłości.

- To byłoby najgorsze wyjście. Osoby, które organizowały to bardzo brutalne tłumienie protestów, muszą być sankcjami objęte. Natomiast to nie może być koniec. Jeżeli byśmy się ograniczyli do tego, to Białoruś obłożona sankcjami nie miałaby żadnego innego wyjścia niż jeszcze silniej związać się z Rosją. A celem naszej polityki: i polskiej, i unijnej - jest doprowadzanie do takiej zmiany, która sprawi, że Białorusini sami będą mogli zdecydować, w którą stronę chcą iść, tj. czy chcą współpracować tylko z Rosją, czy może są otwarci na współpracę z Europą. Najważniejsze zadanie dla UE, dla Polski przede wszystkim - to żeby taką realną ofertę współpracy gospodarczej Białorusi przedstawić. Niezbędne jest udzielanie wsparcia społeczeństwu, ofiarom represji, osobom narażonym na zwolnienie z pracy, które padają ofiarami brutalnych działań służb porządkowych i taką pomoc Polska również udziela - przypomina Jabłoński.

Wiceminister MSZ zwraca też uwagę, że "wszystko wskazuje na to, że ten ruch w Białorusi nie wygaśnie i nie uda się go stłumić w taki sposób, na jaki władza białoruska liczyła - mówi rozmówca Interii. Zwraca też uwagę, że Polska była przegotowana na ewentualny wzrost napięć w Białorusi.

- Dlatego już w niedzielę wieczorem po ogłoszeniu wyników, natychmiast zareagował prezydent Andrzej Duda wraz z prezydentem Litwy. Błyskawicznie reakcja miała miejsca na najwyższym możliwym szczeblu. Następnego dnia rano premier wystąpił o zwołanie Rady Europejskiej. Konsekwentnie tutaj działają i nasi liderzy, i nasza dyplomacja, która angażuje pozostałe państwa europejskie. Powiedzieliśmy bardzo jasno: nie może być zgody na utrzymywanie przy granicach UE potencjalnego ogromnego kryzysu politycznego, który ma bezpośrednie reperkusje dla naszego bezpieczeństwa, nie tylko Polski, ale całej UE - dodaje Jabłoński.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje