Reklama

Reklama

​Morawiecki: PiS jest partią polskiego dobrobytu

- Nasz program musi się opierać o realne podstawy finansowe, o wiarygodność, nasz program jest wiarygodny. Te tygodnie przed nami są decydujące. Zadecydują o przyszłości Polski być może na dziesięciolecia - mówił w Lublinie podczas konwencji wyborczej PiS premier Mateusz Morawiecki.

Jakiej Polski chce PiS?

Reklama

- Chcemy Polski nowoczesnej, rozwój której będzie oparty na wielu nowych projektach, a jednocześnie o naszą przepiękną kulturę, tradycję, wiarę, od których nie odstąpimy. Na takim fundamencie możemy budować nowoczesną Polskę. To konkretna oferta rozwoju dla Polaków na kolejne lata - tłumaczył Morawiecki, zarysowując fundamenty rozwoju kraju na najbliższe lata.

Prezes PiS i szef rządu mówili o Polsce bogatej, która rozwojowo dogoni gospodarkę niemiecką w perspektywie najbliższych dwóch dekad, solidarnej, o równych prawach i szansach dla wszystkich obywateli, wolnej i bezpiecznej, w której Polacy będą mogli godnie żyć. Polsce demokratycznej, opartej na modelu tradycyjnej rodziny i chroniącej ludzkie życie. 

- Konsekwentnie realizujemy program dla Polski, program, dzięki któremu polskim rodzinom lepiej się żyje, dzięki czemu mogą spełniać swoje marzenia. Program, dzięki któremu Polacy czują się bezpieczniej. Nasze szanse by móc powiedzieć, że jesteśmy gospodarczym i społecznym czempionem Europy i świata są coraz większe. Dzisiaj to wyrównywanie szans dotyczy każdego regionu kraju, wszystkich obywateli. Po to jesteśmy. I na to się umówiliśmy z państwem 4 lata temu - przypominała natomiast Beata Szydło.

Po pierwsze: wiarygodność

Premier Morawiecki wraz z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim i Beatą Szydło prezentując program wyborczy na kolejną kadencję, podkreślali wielokrotnie, że ostatnie cztery lata rządów są potwierdzeniem tego, że nowe obietnice zostaną zrealizowane, ale jednocześnie w sposób bezpieczny dla finansów publicznych.

- Dobrej jakości wzrost gospodarczy i sprawny system finansów publicznych - dzięki temu, że taki zbudowaliśmy - mamy dzisiaj możliwości, które świadczą za nas. Dają podstawę wiarygodności. To warunek konieczny dobrej polityki i dobrego państwa - mówił premier Morawiecki. Szef rządu przypomniał, co udało się już zrobić, ale również zwrócił uwagę, że pomimo głosów krytyki i obaw ze strony opozycji dotyczących niekontrolowanego wzrostu deficytu i zadłużenie państwa nic takiego nie nastąpiło. Rząd wprowadził wielomiliardowy program społeczny (program 500+, wyprawka+), a pomimo tego, przez ostatnie lata trzymał budżet w ryzach (w 2018 r. deficyt wyniósł 10,4 mld zł wobec planowanych 41 mld zł; w 2017 odpowiednio 25,4 wobec 59,4 mld zł). Projekt budżetu na 2020 r. zakłada wręcz zrównanie wydatków z przychodami (m.in. dzięki jednorazowym wpływom z przetargu 5G czy opłaty przekształceniowej przy zmianie OFE na IKE) . Ma być to dodatkowym potwierdzeniem odpowiedzialności rządu za wydatki państwa i ich zrównoważony poziom.

- Dziś możemy powiedzieć, że nasz wzrost gospodarczy jest trzy razy szybszy niż w strefie euro. Nasz eksport jest dwa razy szybszy niż średni eksport na całym świecie. Zadłużenie zagraniczne spada poniżej 30 proc., tak jak i koszt obsługi długu. Pokazaliśmy sprawną solidną politykę gospodarczą - dodał Morawiecki.

Po drugie: bezpieczeństwo finansów

Z konwencji płynie silne przesłanie. Po pierwsze, nowe obietnice wyborcze nie powinny naruszyć stabilności finansów publicznych. - Programy społeczne, które uruchomiliśmy nie tylko spełniły swoja rolę, stały się platforma, na której przeciętne polskie rodziny mogą budować swoja przyszłość, ale umiejętnie skonstruowane stały się motorem napędowym polskiej gospodarki. Okazało się ze można stworzyć model rozwoju gospodarczego opartego o nowoczesną politykę społeczną. Polska jest tego prekursorem - oceniła Szydło.

Po drugie, wszystkie dotychczasowe programy zostaną utrzymane. Po trzecie natomiast, kolejne propozycje mają wspierać z jednej strony rodziny z dziećmi i seniorów, z drugiej - pracujących i pracodawców. W tle zaś PiS nie zapomina o dużych inwestycjach publicznych, zapowiadając realizacje nowych (np. CPK) lub kontynuację już rozpoczętych jak Via Carpatia czy Via Baltica.

- Idziemy bardzo mocno w kierunku automatyzacji procesów pracy, żeby ciężka fizyczna praca była automatyzowana. Popycha ona nas w kierunku wyższych wynagrodzeń. Szybciej dogonimy Niemcy, nie za 21 lat - zapowiedział Morawiecki. - Nasz model gospodarczy, ten który zaproponowaliśmy nie jest modelem opartym o ideologie. Nie jest socjalistycznym, nie jest też neoliberalnym - nasz model jest pragmatyczny. Łączy to, co globalne z lokalnymi przewagami, łączy Polskę z Europą. Łączy prawo ze sprawiedliwością - dodał premier.

Szybki wzrost gospodarczy, dobre finanse publiczne, utrzymane programy społeczne (500+, 13. emerytura, wyprawka szkolna, darmowe leki po 75. roku) - PiS zastrzega, że to będzie znak rozpoznawczy kolejnych lat rządów. Do tego zapowiada kolejne programy dla edukacji i służby zdrowia, rolnictwa.

Po trzecie: rozwój

Konwencja programowa PiS została przygotowana w amerykańskim stylu: liderzy PiS występowali na środku hali widowiskowo-sportowej "Globus" w Lublinie otoczeni przez sympatyków. Beata Szydło i Mateusz Morawiecki weszli do niej razem, co dla sympatyków partii rządzącej miało być zapewne sygnałem, że w PiS trwa ciągłość przywództwa i realizowanego programu. Po nich pojawił się prezes Jarosław Kaczyński, który zapowiedział pierwsze propozycje wyborcze. Długo budował napięcie, by na koniec zaproponować coś, co może przyciągnąć do PiS nowych wyborców (pytanie jakim kosztem): większe zarobki w perspektywie najbliższych 4 lat.

- Musimy kontynuować politykę, której fundamentem jest wiarygodność. Dotrzymywać słowa. Naszym celem, sadzę, że do tego dojrzeliśmy, jest budowa polskiej wersji państwa dobrobytu. Musimy w tej kadencji i, daj Boże, następnych postawić na wzrost płac i dochodów społeczeństwa - mówił Kaczyński.

163 strony - tyle liczy nowy program gospodarczy Prawa i Sprawiedliwości na najbliższe wybory (13 października) i przyszłą kadencję. Wśród propozycji duży nacisk położono na "budowę sprawiedliwego, silnego i efektywnego państwa, które nie będzie obojętne wobec słabszych i gorzej sytuowanych". PiS nie przedstawił wszystkich programów na kolejne cztery lata. Będą one stopniowo odkrywane na kolejnych spotkaniach. Jakie są kluczowe obietnice wyborcze, które już znamy?

Na koniec 2020 r. minimalna pensja wyniesie 3000 zł brutto (wobec 2250 zł w 2019 r.) . Z początkiem przyszłego roku będzie to natomiast 2600 zł. Na koniec 2023 r. pensja minimalna brutto ma osiągnąć poziom 4 tys. zł. Wiemy już, że w 2020 r. planowana jest ponowna wypłata 13. emerytury (tzw. emerytura+), natomiast w 2021 r. ogromna większość emerytów - mówił Kaczyński - otrzyma nie jedną a nawet dwie "trzynastki". Rolnikom PiS obiecuje zrównanie dopłat do hektara na pełnym europejskim poziomie.

Nowe propozycje programowe PiS zakładają także utworzenie specjalnego funduszu na modernizację szpitali (na początek w wysokości 2 mld zł). Do tego fundusz na budowę 100 obwodnic i fundusz inwestycji dla szkół o wartości - ponownie - 2 mld zł. Premier Morawiecki przypomniał, że już 1 października wchodzą w życie przepisy obniżające PIT dla pracowników. - To PiS obniża podatki: CIT z 19 na 5 proc., PIT dla młodych do 26 roku (0 proc.) i pracowników (o 1 punkt proc. z 18 do 17 proc. - red.), VAT na wybrane produkty dzięki zmianom w matrycy VAT - mówił.

PiS proponuje także zmiany dla przedsiębiorców: podniesienie ryczałtu z 250 tys. euro do 1 mln euro, a w przyszłości do 2 mln euro. Morawiecki zapowiedział także zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców, które mają być w przyszłości liczone od dochodu. To zaś ma być wsparciem dla przedsiębiorców, którzy rozwijają się i planują inwestycje, a także małej działalności gospodarczej (podobnie jak mała firma-mały ZUS).

Ile to będzie kosztować?

Nie wiadomo. Nikt dzisiaj nie mówił, ile zaproponowane zmiany będą kosztować budżet państwa w najbliższych latach. Wprawdzie teraz nie ma tej skali rozwiązań jaka wynika z programu Rodzina 500+ (roczny koszt ok. 40 mld zł), ale są inne, które - jak wiemy - kosztują dziesiątki miliardów, jak chociażby Emerytura+ (prawie 11 mld zł). Zmiany w PIT to w kolejnych latach ok. 10 mld zł rocznie kosztów (rozkładają się one jednak częściowo na budżet centralny, częściowo na samorządy). Do tego ryzykowne wydaje się już dzisiaj planowanie tak znaczącej podwyżki minimalnego poziomu wynagrodzeń, chociażby ze względu na trudne do przewidzenia warunki gospodarcze w kolejnych latach tak w Polsce, jak i Europie, średnioroczny wzrost płac czy sytuację na rynku pracy, co może dodatkowo negatywnie przełożyć się na inwestycje firm. Ale w sobotę na ryzyka nie było miejsca.

Bartosz Bednarz 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy