Reklama

Reklama

Zjednoczona Prawica ze Zjednoczoną Lewicą? "Baśnie" i "żarty"

Czy w przyszłym Sejmie możliwa jest – wydawałoby się niemożliwa – koalicja Zjednoczonej Prawicy i Zjednoczonej Lewicy? Politycy obu ugrupowań w rozmowie z portalem Interia stanowczo zaprzeczają.

Piątkowa "Rzeczpospolita" opublikowała artykuł, w którym jeden z anonimowych polityków SLD nie wykluczył ewentualnej koalicji z Prawem i Sprawiedliwością. Poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie europosła Ryszarda Czarneckiego z PiS. Ten nie pozostawił żadnych wątpliwości.

Plany koalicji z prawicą to są marzenia

- Myślę, że Zjednoczona Lewica do skrótu swojej nazwy powinna dodać literkę "m", bo to Zjednoczona Lewica Marzycielska. Plany koalicji z prawicą to są marzenia tylko, a nie realny plan polityczny. Jestem przekonany, że wyborcy obdarzą Zjednoczoną Prawicę zaufaniem tak dużym, że będziemy mogli samodzielnie tworzyć rząd i żaden koalicjant nie będzie nam potrzebny - zadeklarował Czarnecki.

Reklama

- W sytuacji, gdy sondaże pokazują, że lewica nie przekroczy ośmioprocentowego progu i nie znajdzie się w Sejmie, traktuję wypowiedź wyłącznie jako próbę pokazania, że lewica ma jednak szansę wejść do parlamentu i nawet znaleźć się w koalicji rządowej. Niech najpierw przekroczą próg ośmiu procent, który może być dla nich bardzo trudny, a nie opowiadają "Baśnie z tysiąca i jednej nocy" o planach rzekomej koalicji - Czarnecki powiedział portalowi Interia.

- Jest doprawdy zbyt wiele różnic między PiS a lewicą, rozmowy o ewentualnej koalicji to jest debata czysto akademicka, a ja w takiej debacie nie chce brać udziału. Nie uważam takiej sytuacji za realną. To jest próba dodawania animuszu sobie i swoim wyborcom, że lewica może w Sejmie coś wyrzeźbić. A to "mission impossible" - zakończył nasz rozmówca.

"Żarty się skończyły"

Co ciekawe, rzekome plany koalicji stanowczo zdementował poseł Dariusz Joński z SLD.

- Ja rozumiem, że dziś jest piąteczek [rozmawialiśmy w piątek - przyp. AW], ale żarty się skończyły. Lewica jednoczyła się między innymi po to, by zatrzymać Jarosław Kaczyńskiego i nie doprowadzić do powrotu IV RP. Mogę tylko zagwarantować, że zrobimy to i zrobimy to skutecznie. Nie ma żadnej możliwości, byśmy wchodzili z Jarosławem Kaczyńskim czy Beatą Szydło w jakiekolwiek koalicje - zaznaczył.

- Nie znam osoby w SLD, która chciałaby takiej koalicji. W żadnym wypadku. Jeszcze raz podkreślę, że zjednoczyliśmy się po to, by skutecznie zatrzymać powrót Jarosława Kaczyńskiego do władzy, który już jest u jej bram i który chciałby powrotu IV RP. A my nie dopuścimy, by Jarosław Kaczynki i jego zakon przywrócił czasy IV RP - przekonywał.

Prawica z lewicą? Nic niezwykłego

Jak się jednak okazuje, w naszej części Europy mariaże prawicy, nawet tej skrajnej, z lewicą, także tą najbardziej oddaloną od centrum, nie są niczym niezwykłym i nadzwyczajnym. Zwraca na to uwagę w rozmowie z portalem Interia profesor Rafał Chwedoruk.

- W wielu krajach podobnych do Polski, do koalicji ugrupowań lewicowych o postkomunistycznym rodowodzie i partii prawicowo-konserwatywnych dochodziło. W różnych okolicznościach i na różny sposób. Rumunią rządziła taka kolacja. A co ciekawe, była to koalicja wyborcza, którą zawarła najbardziej konserwatywna rumuńska partia Partia Demokratyczno-Ludowa, kilka mniejszych ugrupowań oraz główne ugrupowanie postkomunistyczne Partia Socjaldemokratyczna. Inny przykład to Robert Fico, chyba najsilniejszy polityk lewicowy naszej części Europy, którego partia Kierunek - Socjalna Demokracja samodzielnie rządzi Słowacją. Fico rozpoczął karierę od koalicji z nacjonalistyczną Słowacką Partią Narodową, partią zdecydowanie bardziej na prawo od PiS. Obecny lewicowy prezydent Czech Milosz Zeman zwyciężył dzięki poparciu Komunistycznej Partii Czech i Moraw z jednej strony, a prawicowo-konserwatywnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej z drugiej. Wreszcie Serbią już drugą kadencję z rzędu rządzi koalicja, który gdyby przełożyć na mapę polskiej polityki, byłaby koalicją PiS-SLD. Na koniec wspomnę o Irlandii, gdzie wiecznie trzecia Partia Pracy - w ciągu kilkudziesięciu lat tylko trzykrotnie osiągnęła większe poparcie - jest zdolna do koalicji z oboma wielkimi partiami - powiedział nam politolog.

"Stereotypy z minionej dekady odchodzą do lamusa"

Profesor Chwedoruk zwrócił również uwagę na zmiany, jakie zaszły na polskiej scenie politycznej i które ewentualnej koalicji PiS i SLD nie czynią niemożliwą. Swoje tezy podparł jednak istotnym zastrzeżeniem.

- Musimy a priori dokonać pewnego rozróżnienia. Nie sposób wyobrazić sobie żadnej konfiguracji - nawet w najbardziej dramatycznej sytuacji - koalicji Janusza Palikota z PiS. Jak sądzę, słowa o ewentualnej koalicji lewicy i prawicy padły ze strony reprezentanta SLD. Zresztą, jeśli Zjednoczona Lewica wejdzie do Sejmu, to w większości będą to posłowie partii Leszka Millera, a nie partii Janusza Palikota czy mniejszych podmiotów - zaakcentował brak możliwości porozumienia pomiędzy Twoim Ruchem a PiS.

- Należy zwrócić uwagę, że temperatura sporu PO-PiS jest coraz niższa. Stereotypy, bariery i schematy myślenia z minionej dekady odchodzą do lamusa, co pokazały wybory prezydenckie. Wreszcie pamiętajmy, że podziały w polskiej polityce przez długi czas oparte były na pewnym kryterium historycznym. Ono - choćby ze względów demograficznych - jest coraz mniej znaczące, ale też z innych względów, niż demograficzne, jak na przykład sytuacja na świecie. Spór o lustrację jest na przykład dzisiaj pustym problemem - usłyszeliśmy.

Wyborcy SLD nie tak różni od wyborców PiS


Politolog ocenił także, że w wielu kwestiach poglądy PiS i SLD nie są wcale na różnych biegunach.

- Są sprawy, które programowo dzielą PiS i SLD, jak na przykład w kwestie historyczne czy kulturowe, może trochę mniej sprawy integracji europejskiej. Są też rzeczy, które łączą ugrupowania, jak na przykład trochę keynesowskie myślenie o gospodarce, czy wizji państwa jako aktywnego podmiotu polityki społecznej, w potrzebie ograniczenia nierówności dochodowych - ocenił.

- Pamiętajmy też, że wyborcy SLD w kwestiach kulturowych nie są najbardziej liberalni, tak jak wyborcy PiS są najbardziej konserwatywni w tych sprawach. Najbardziej liberalni są bowiem zamożni i wykształceni mieszkańcy wielkich miast, czyli elektorat PO. Natomiast wyborcy SLD, głownie skupieni w średnich i małych miastach, są w tych sprawach umiarkowani. Są niechętni nowinkom obyczajowym, jak na przykład wychowanie dzieci przez pary homoseksualne. Stąd umiar SLD wobec Kościoła, kierowany przekonaniami wyborców, którzy choć nie chcą udziału Kościoła w polityce, to jednocześnie nie chcą przyjmować postawę antyreligijną. Nie należą też do najbardziej zlaicyzowanej części społeczeństwa.

- Zresztą na poziomie samorządów dochodziło do kooperacji PiS i SLD, a wyżej w kwestii mediów publicznych za czasów Lecha Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego - przypomina.

Jak będzie po 25 października? Polska scena polityczna potrafiła już niejednokrotnie zaskakiwać, a przykłady Rumunii, Serbii czy Słowacji dają do myślenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że ewentualna koalicji prawicy i lewicy dołączyłaby do galerii polskich osobliwości politycznych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy