Reklama

Reklama

Wyborcy Kukiza nie głosowali na Kukiza-prezydenta

Dlaczego sondaże przedwyborcze nie zdołały nawet w przybliżeniu oszacować wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich? Jak twierdzą w rozmowie z portalem Interia eksperci, wynikło to z niesamowitej dynamiki tegorocznych wyborów. Symbolem zmieniających się jak w kalejdoskopie trendów był Paweł Kukiz. Muzyk, którego poparcie początkowo szacowano na zaledwie kilka procent, ostatecznie zdobył ich aż dwadzieścia.

Utyskiwania na nieprecyzyjność sondaży przedwyborczych stało się już normą, choć trudno jest wymagać od ośrodków zajmujących się badaniem opinii publicznej super precyzyjnej prognozy - to jest po prostu niemożliwe.

Sondaże gonią rzeczywistość

Reklama

- Przedwyborcze sondaże próbuje się zestawiać z exit poll czy wynikami wyborów, zapominając że to są innego rodzaju badania. Są obciążone dużym marginesem błędu, bo badają tak naprawdę deklaracje, których później nie jesteśmy w stanie skonfrontować. Badamy opinie, ale nie jesteśmy w stanie jej zweryfikować - tłumaczy portalowi Interia Paweł Predko z IPSOS.

- Problemem jest również to, że duża część osób w takich sondażach nie udziela odpowiedzi albo nie są zdecydowani, bo do wyborów zostało jeszcze kilka dni. To jest temat, który wymaga analiz i innego rodzaju realizacji - dodaje.

- Sondaże są przybliżonym, bo przecież nie dokładnym i nie precyzyjnym obrazem. Pokazują  przybliżony obraz preferencji w danym momencie, kiedy są przeprowadzane. To jakbyśmy pokazywali zdjęcie pędzącego pociągu, który za chwile jest gdzieś dalej - opisuje obrazowo w rozmowie z portalem Interia Beata Roguska z CBOS.

- Sondaże gonią rzeczywistość, a ośrodki badania opinii publicznej starają się uchwycić krystalizujące się ciągle preferencje wyborców. Widać było, że one cały czas się kształtują, wykuwały się tak naprawdę do ostatniej chwili - twierdzi.

"Pan prezydent chyba się tego nie spodziewał"

Jednak biorąc pod uwagę nawet spory margines błędu, to tegoroczne wybory prezydenckie i tak zdumiały analityków. Przyznaje to Roguska.

- Nie zawsze jest tak dynamiczna sytuacja jak teraz. Przyznam, to sytuacja dla nas wszystkich zaskakująca. Komentatorzy i analitycy po prostu nie nadążali. Nie znam osoby, która przewidziałaby zwycięstwo - nawet niewielkie - Andrzeja Dudy. Ośrodki sondażowe nie nadążały za rzeczywistością - powiedziała nam analityczka CBOS.

Najbardziej dynamiczne zmiany dotyczyły poparcia dla Bronisława Komorowskiego i Pawła Kukiza. Zmiany dla każdego z kandydatów idące w przeciwnych kierunkach.

- Wyniki prezydenta Bronisława Komorowskiego i Pawła Kukiza były zaskakujące. Skąd to się wzięło? Na nowo spojrzeliśmy na Komorowskiego, którego znaliśmy do tej pory jako prezydenta i w dużej części dobrze go ocenialiśmy, deklarowano zaufanie do niego. Wraz z rozpoczęciem kampanii stał się takim samym kandydatem, jak pozostali, a wyborcy spojrzeli na niego pod innym kątem. Pan prezydent chyba się tego nie spodziewał. Wydawało się, że w głosowanie będzie formalnością. Przez długo czas osoby, które przyglądały się scenie politycznej, komentatorzy i analitycy, zastanawiały się, czy dojdzie do II tury wyborów. Większości nie przyszło do głosy, że Bronisław Komorowski może przegrać z Andrzejem Dudą - komentuje Roguska.

- Z drugiej strony był Paweł Kukiz, którego poparcie eksplodowało i wzrastało jak kula śniegowa. Widać to było na przykład w komentarzach w internecie - użytkownicy internetu wspierali się wzajemne w swym przekonaniu o słuszności głosowania na pana Kukiza. Tutaj mieliśmy do czynienie ze zjawiskiem społecznego dowodu słuszności. Kandydat, który w ogóle nie był brany pod uwagę, nagle zaczął być interesujący dla wielu osób. Ci, którzy wcześniej nie rozważali tej kandydatury, zaczęli się nad nią zastanawiać - tłumaczy.

- Warto też zwrócić uwagę na to, że w I turze wyborów prezydenckich nie wszyscy głosują na prezydenta. Myślę, że tylko część osób głosujących na Pawła Kukiza, głosowała na Pawła Kukiza jako prezydenta. W ten sposób chciano wyrazić protest czy niechętny stosunek do obecnej władzy i układu politycznego. To wszystko sprawiło, że trudno było przewidzieć wynik tych wyborów i trudno było nadążyć za zmieniającymi się preferencjami i odczuciami wyborców - oceniła Roguska.

Trend był dość wyraźny

Paweł Predko zauważa, że przy odpowiedniej analizie trendów można było przewidzieć tak słaby wynik Komorowskiego i jednocześnie sukces Kukiza.

- Po prezentacji wyników sondaży można było zaobserwować pewien stały trend. Ten trend był dość wyraźny - prezydent Bronisław Komorowski tracił poparcie, a straty były dość dynamiczne. Z tego powodu moim zdaniem, można było się pokusić o domniemanie, że to poparcie w dniu wyborów będzie niższe, niż jeszcze kilka dni wcześniej - powiedział Interii.

- W przypadku pana Pawła Kukiza trend był odwrotny. To był dynamiczny wzrost, który też zaczął się na dwa tygodnie czy tydzień przed wyborami. Zresztą wystarczy popatrzeć na sondaże, które rosły: 5 procent, 7 procent, 13 procent, nawet 17 procent... Tendencja tych sondaży przedwyborczych była dobra, bardziej martwiłbym się, gdyby była odwrotna. Natomiast przy tak dynamicznych zmianach analiza punktowa nie jest do końca dobrym pomysłem - komentuje Predko.

Czy zatem sondaże przedwyborcze są potrzebne?

- Jeżeli pada takie pytanie, to ja bym zapytała czy wybory są potrzebne. Twierdzimy, że sondaże mają być idealne, ale przecież ważne są same wybory - ucina Roguska.

- Sondaże przedwyborcze mogą ewentualnie pełnić rolę barometrów przedwyborczych. Z tego powodu wyniki sondaży w stosunku do wyników wyborów są zaskakujące - przyznaje Predko.

Artur Wróblewski

Dowiedz się więcej na temat: wybory prezydenckie 2015 | Paweł Kukiz | sondaże

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy