Reklama

Reklama

"Są dwie Macedonie". Czy krajowi grozi wojna domowa?

Próba zatuszowania zabójstwa, skandal polityczny, korupcja i machinacje, masowe protesty i manifestacje, wreszcie rzekoma próba naruszenia integralności terytorialnej. Czy Macedonii grozi wojna domowa? O napiętej sytuacji w byłej jugosłowiańskiej republice Interia rozmawiała z przebywającym w Skopje Markiem Matyjanką, publicystą i znawcą problematyki Bałkanów.

W Macedonii napięcie wzrastało już od kilku miesięcy. Jak to zwykle bywa, ogień protestów zaprószyli studenci.

- Kryzys, który dziś przybiera najostrzejszą formę, bo właściwie doprowadził do bardzo wyraźnego podziału ideowego i faktycznie powstania dwóch Macedonii: opozycyjnej i prorządowej, ma głębsze korzenie - tłumaczy Matyjanka. - Masowe manifestacje studenckie zaczęły się już w lutym i miały związek z reformami ministerstwa edukacji. Macedoński resort nauki chciał wprowadzić dwa egzaminy państwowe na studiach wyższych, które miały być realizowane przez wyznaczonych przez ministerstwo edukacji delegatów. To zagrażało autonomii uniwersytetów. Temu przeciwstawili się studenci. W styczniu przez Macedonię przeszła fala studenckich protestów, a uniwersytet w Skopje był przez miesiąc okupowany.

Reklama

To nie była jednak jedyna kropla, która doprowadziła do przelania się czary. Matyjanka zwraca uwagę na projekt Skopje 2014. Centrum stolicy, w tym modernistyczną galerię handlową Gradski Trgovacki Centar, przebudowano z niespotykanym w Europie rozmachem: budynki wznoszono w stylu klasycystycznym, by - wraz z 25 metrowym monumentem Aleksandra Wielkiego - oddawały wielkość Macedonii. - Zdefraudowano setki tysięcy euro, a w konsekwencji uczyniono ze Skopje stolice pseudo antycznego kiczu - komentuje nasz rozmówca.

Najpoważniejsze protesty wybuchły jednak po opublikowaniu przez lidera opozycyjnego lewicowego Socjaldemokratycznego Związku Macedonii (SDSM) Zorana Zajewa nagrań, mających świadczyć między innymi o powszechnej korupcji rządzących, nepotyzmie czy fałszowaniu wyborów. Polityk miał otrzymać taśmy od sfrustrowanego ekipą rządząca agenta służb specjalnych.

- Punktem zapalnym, który doprowadził do masowych protestów na początku maja, była próba zatuszowania morderstwa 24-letniego chłopaka, który 4 lata temu po wiecu wyborczym partii rządzącej próbował wedrzeć się na mównicę, z której przemawiał obecny premier Nikoła Gruewski z Wewnętrznej Macedońskiej Organizacji Rewolucyjnej - Demokratycznej Partii Macedońskiej Jedności Narodowej. Młody mężczyzna został wówczas śmiertelnie pobity przez policję, a rządzący chcieli zatuszować sprawę. Strajki i protesty, które wybuchły po ujawnieniu tych informacji, trwają do dzisiaj - mówi Matyjanka.

Główna manifestacja i strajk generalny opozycja zapowiedziała na 17 maja. Wtedy to w Skopje zebrały się dziesiątki tysięcy osób: według różnych szacunków od 40 do nawet 100 tysięcy Macedończyków.

- Ale to nie liczby - zaniżane przez rządzących - są tu ważne, ale stopień frustracji. Na ulice wyszli nie tylko popierający opozycję, ale wszyscy niezadowoleni, którzy mieli dość mafijnych układów. Protest miał nie tylko charakter ponadpartyjny, ale też ponad etniczny. Po raz pierwszy w historii kraju  Macedończycy oraz Albańczycy, którzy stanowią 25 procent populacji Macedonii, manifestowali razem. Protestowali też studenci, członkowie związków zawodowych i kilkunastu innych partii. Protestują zresztą dalej, okupując plac przed siedzibą rządu, gdzie powstał obóz 40-50 namiotów. Manifestanci przekonują, że nie ustąpią, póki nie obalą reżimowego rządu Gruewskiego - relacjonuje nasz rozmówca.

Matyjanka twierdzi również, że władze starały się zapobiec protestom.

- Uczestnicy antyrządowej manifestacji mieli utrudnione zadanie. Mówiło się o tym, że przewoźnicy otrzymali ultimatum, że jeżeli będą obsługiwać chcących dotrzeć do stolicy na manifestację, to mogą stracić licencję. Wzdłuż jednej z ulic postawiono ciężarówkę. Miały miejsce szczegółowe kontrole autobusów z manifestantami, a z tego powodu wielu z nich nie dotarło do Skopje.

Reakcja Wewnętrznej Macedońskiej Organizacji Rewolucyjnej - Demokratycznej Partii Macedońskiej Jedności Narodowej na protesty była błyskawiczna.

- Już dzień później, 18 maja, zorganizowano wiec poparcia dla rządu, w którym uczestniczyło - według rządowych danych - 100 tysięcy osób. Inne media podawały o 30-40 tysiącach protestujących. Trzeba przyznać, że retoryka i wymowa partii rządzącej była dużo silniejsza, wiec był efektowny: były race, bębny, pompatyczne przemówienia, wielkie słowa i wielka muzyka. Poza symbolami populizmu i nacjonalizmu, na wiecu było widać również flagi serbskie i rosyjskie, a także sztandary nawiązujące do flagi Macedonii z lat 1992-1995, zmienionej po greckich protestach. Po oficjalnej części popierający rząd... rozbili swój obóz. Tym samym w Skopje mamy dwa miasteczka namiotowe w centrum miasta: jeden przed parlamentem, drugi przed siedzibą rządu. Jeden obawiający się drugiego i nawzajem. Tym samym mamy obecnie dwie Macedonie - mówi Matyjanka, który odwiedził oba miasteczka.

Według naszego rozmówcy, manifestacja poparcia dla rządu utwierdziła Gruewskiego i opinię publiczna w przekonaniu, że rząd wciąż ma bardzo silne wsparcie Macedończyków. Pomimo tego, że - jak się mówi w Skopje - udział w manifestacji był obowiązkowy dla pracowników resortowych, a wzięli w nim udział również wynajęci "protestujący".

- Choć to ciężko potwierdzić, to na manifestacji poparcia dla rządu Gruewskiego pojawili się ludzie pracujący dla sektora publicznego. O tym się mówi wprost na ulicach, że ludziom grożono zwolnieniem z pracy czy innymi sankcjami. Jak widać, zwolennicy rządu są wynajęci, pojawili się na manifestacji pod przymusem. Przeciwnicy rządu, bo chcieli - powiedział Interii

Jednocześnie swoje trzy grosze dodała reżimowa telewizja.  

- Media publiczne o manifestacjach antyrządowych nie zająknęły się ani słowem. W niedzielę, gdy w kraju miały miejsce największe w historii Macedonii manifestacje, w kanałach telewizji publicznej mogliśmy oglądać filmy, seriale czy jakieś show.

- Jednocześnie Gruewski przekonuje wszystkich, że Zajew przy pomocy obcych wywiadów chce zdestabilizować sytuację w Macedonii. Premier mówi wprost, że jego polityczny przeciwnik jest wichrzycielem i kłamcą wynajętym przez zagraniczne służby wywiadowcze. Kto wygra? Stopień determinacji pokaże, jak bardzo te dwie Macedonie będą się od siebie oddalać. Nie odważę się jednak zawyrokować, czy Macedonii grozi wojna domowa - usłyszeliśmy.

W Macedonii zaczęto pewnie myśleć o wojnie po tym, jak w mieście Kumanowo doszło do starcia policji z - jak początkowo twierdzono - kosowskimi terrorystami. W wyniku wymiany ognia smierć poniosło ośmiu policjantów. Jak twierdzi Matyjanka, sprawa nie jest wcale taka oczywista.

- Zachodnie media zaczęły się dystansować do określania napastników mianem "terrorystów". W obecnej chwili temat niebezpiecznie znikł. Ani mieszkańcy Kumanowa, ani opinia publiczna nie otrzymały informacji na temat żądań napastników. Nie wiadomo również kogo reprezentowali i w czyim imieniu działali. Czy byli kosowskimi separatystami czy też mieli inne cele? Tymczasem temat, a przecież to była bardzo poważna sprawa, zanikł. Opozycjoniści, powołując się na ujawnione nagrania rozmów władz, chcą udowodnić, że zamach był sprawką rządu. Nie jest to jednak takie oczywiste, choć opozycja mówi wprost o spisku, o opłaceniu napastników i zaopatrzeniu ich w broń przez rząd.

- Trzeba zaznaczyć, że w Macedonii nie ma klimatu do konfliktu etnicznego. Macedończycy i Albańczycy żyją w solidarności. Zarówno jedni, jak i drudzy mają dość konfliktów etnicznych i chcą żyć razem w pokoju. Kosowo czy Albania nie mają potrzeby odłączania terytoriów Macedonii. Jednocześnie sąsiedzi: Serbia i Bułgaria, zmobilizowały siły przy granicy z Macedonią. To jest jednak miernik istnienia napięcia - skomentował.

Co zatem stanie się z Macedonią w ciągu kilku najbliższych miesięcy? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

- Nie odważyłbym się przewidywać. Jeśli opozycja zacznie publikować kolejne kompromitujące rząd nagrania, a szeregi zwolenników partii rządzącej zaczną rosnąć, to sytuacja zacznie się radykalizować. W takim wypadku Macedonię uspokoi dymisja Gruewskiego. Liczę też, że wzmocnią się naciski Unii Europejskiej, choć to zostanie oczywiście odebrane jako ingerencje obcych państw w wewnętrzne sprawy Macedonii. Cokolwiek by się jednak nie stało, to podział pozostanie i będzie głęboki - kończy Matyjanka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy