Reklama

Reklama

​Przesilenie w rządzie na własne życzenie PiS

To już pewne. W przyszłym tygodniu ma nastąpić rekonstrukcja rządu. Oficjalnie zapowiedziała ją wczoraj Beata Szydło na antenie radiowej Jedynki. Premier oświadczyła, że dojdzie do "zmian personalnych oraz systemowych". - Rząd chce uciąć spekulacje i odzyskać kontrolę nad chaosem, w który sam się wpędził - komentuje w rozmowie z Interią prof. Norbert Maliszewski, specjalista ds. marketingu politycznego i psycholog społeczny z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Nie ustają spekulacje na temat tego, kto jeszcze pożegna się ze stanowiskiem w rządzie i dołączy do zdymisjonowanego jako pierwszego ministra skarbu Dawida Jackiewicza.

Zdaniem prof. Norberta Maliszewskiego, zapowiadana rekonstrukcja to element pewnego ciągu zdarzeń z ostatnich dni.

Ekspert przypomina, że wszystko zaczęło się od Bartłomieja Misiewicza, rzecznika prasowego MON i dyrektora gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza. Najpierw 26-latek został odznaczony przez swojego szefa złotym medalem za zasługi w obronności kraju. Potem wychodziły na jaw informacje o kolejnych posadach, zajmowanych przez współpracownika ministra.

Reklama

Kłopoty na własne życzenie

W pewnym momencie ruszyła lawina zdarzeń.

- Najpierw PiS miało mały problem z aroganckim zachowaniem i nominacjami dla Bartłomieja Misiewicza. Później pojawiły się większe problemy związane ze spółkami skarbu państwa. Nagle okazało się, że nie tylko Platforma, ale też PiS rozdaje stołki. Wreszcie dymisja ministra Jackiewicza, a teraz kulminacja, czyli zmiany w samym rządzie - wylicza prof. Maliszewski.

Sposób prowadzania polityki przez PiS w ostatnim czasie może dziwić. - Partia rządząca sama rzuca sobie kłody pod nogi i doprowadza do przesilenia - zauważa ekspert.

A przecież, zamiast ściągać na siebie kłopoty, mogłaby w tym czasie zajmować się problemami opozycji, chociażby uderzającą w PO aferą reprywatyzacyjną.

Pomysł marketingowy?

Zdaniem prof. Norberta Maliszewskiego, ostatnie ruchy PiS można wiązać z pomysłem marketingowym, czyli jak to określił Jarosław Kaczyński, "wypalaniem gorącym żelazem" pojawiających się problemów.  

- PiS w przeciwieństwie do PO reaguje na problemy w spółkach skarbu państwa. Gdy się pojawiają, to wkracza CBA, a jego działania są na tyle głębokie, aby pokazały aparatowi, że nie ma mowy o kolesiostwie, nepotyzmie i złym wydawaniu państwowego pieniądza, że dobra zmiana dotyczy zmiany elit, a nie jest tylko zamianą jednych partyjnych działaczy na drugich - tłumaczy ekspert. Ale dodaje, że takie działanie byłoby naiwne i błędne.

- Przeciętny Kowalski nie miał wcale poczucia, że odkąd rządzi "dobra zmiana" to w państwowych spółkach dochodzi do nieprawidłowości. PiS było raczej postrzegane jako partia kierująca się wysokimi standardami - zwraca uwagę nasz rozmówca.

Celowe przesilenie

Zdaniem eksperta, zaistniała sytuacja to efekt starć frakcyjnych w obrębie PiS. - Niektórym działaczom może zależeć na przesileniu. Być może pojawiła się idea, żeby to Jarosław Kaczyński w chwili przesilenia został premierem. Być może zależało komuś na pokazaniu, że Beata Szydło nie radzi sobie z sytuacją - stawia tezę prof. Norbert Maliszewski.

Pojawiały się też głosy, że premierem powinien zostać Mateusz Morawiecki. Słyszy się o sporach z udziałem Antoniego Macierewicza i jego niekontrolowanych działaniach w rządzie.

- Widać, że mamy do czynienia z chaosem w rządzie. Rekonstrukcja może być sposobem na przecięcie spekulacji, próbą odzyskania kontroli przez premier i może służyć uporządkowaniu sytuacji - uważa prof. Maliszewski.

Kogo dotknie rekonstrukcja?

Według eksperta, zapowiedziana przez premier rekonstrukcja nie powinna być głęboka.

- Prawdopodobnie personalnie będzie dotyczyć tylko dwóch ministrów: Dawida Jackiewicza i Pawła Szałamachy, może też Andrzeja Adamczyka - przewiduje nasz rozmówca.

Bardzo możliwe, że zapowiadaną "zmianą systemową" okaże się, lansowane już od jakiegoś czasu, powierzenie wicepremierowi Morawieckiemu większej kontroli nad gospodarką i ministerstwem finansów, co nastąpi właśnie kosztem ministra Szałamachy. Ministrem już teraz zostałaby osoba bliżej związana z wicepremierem. Beata Szydło przedstawiłaby zaś pomysł na nową organizację resortów gospodarczych.

- Polityka gospodarcza będzie silnie akcentowana, zwłaszcza w sytuacji, gdy polityka symboliczno- emocjonalna, światopoglądowa nagle wymyka się PiS-owi z rąk - mówi prof. Maliszewski.

I jak przypomina, PiS zyskiwało w czasie wyborów dzięki obietnicom socjalnym i o charakterze społecznym, i unikaniu retoryki światopoglądowej.

Tymczasem ostatnio mocno wybijały się reforma edukacji, kwestie historyczne czy wreszcie sprawa katastrofy smoleńskiej. Po sukcesie "500 plus" obietnice socjalne zeszły na dalszy plan.

Przyznanie się do błędu

Zdaniem eksperta, oprócz wymienionej trójki ministrów, rekonstrukcja nie powinna teraz dosięgnąć innych członków rządu. 

- To byłoby przyznawanie się do błędu, pokazywanie, że rząd sobie nie radzi - podkreśla prof. Norbert Maliszewski.

Słychać jednak o możliwej wymianie szefów MSZ, Ministerstwa Rolnictwa, Ministerstwa Środowiska. Ostatnio do grona niepewnych ministerialnej przyszłości dopisywany jest też minister zdrowia.

Witold Waszczykowski miał narazić się władzom PiS zaproszeniem do Polski Komisji Weneckiej.

Krzysztof Jurgiel nie ma dobrej prasy za sprawą zamieszania w państwowych stadninach koni arabskich, Jan Szyszko jest na cenzurowanym po kontrowersyjnej decyzji o wycince w Puszczy Białowieskiej, a Konstanty Radziwiłł nie panuje nad zaostrzającymi się nastrojami w środowiskach medycznych.

- Jeżeli doszłoby do dymisji kolejnych ministrów to byłby to zły pomysł. Pogłębiłoby to tylko wrażenie chaosu - przewiduje prof. Norbert Maliszewski.

O tym, czy rząd zapanuje nad "chaosem", przekonamy się w przyszłym tygodniu.

Reklama

Reklama

Reklama