Reklama

Reklama

PiS zmienia ordynację wyborczą do PE. Co to oznacza?

PiS zamierza zmienić kodeks wyborczy do Parlamentu Europejskiego. Projekt właśnie wpłynął do Sejmu. - Jeśli zaproponowane zmiany wejdą w życie i pozostawiony zostanie dotychczasowy podział kraju na okręgi, to będzie to dramatyczne ograniczenie szans małych ugrupowań. De facto one przestają się liczyć - komentuje w rozmowie z Interią dr hab. Jarosław Flis, socjolog polityki i ekspert ds. systemów wyborczych z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Nowelizacja przewiduje przypisanie każdemu okręgowi wyborczemu konkretnej liczby europosłów wybieranych do PE. W każdym okręgu wyborczym wybieranych ma być co najmniej trzech. Do tej pory nie było sztywno przypisanej liczby deputowanych do okręgu. 

Według obowiązującego podziału w wyborach do PE kraj podzielony jest na 13 okręgów, obejmujących obszar województwa, kilku województw lub części województwa.

Nie wiadomo na razie, czy podział na okręgi ulegnie zmianie. 

- To jest kluczowa informacja. Można przyjąć, że okręgi będą takie jak do tej pory, ale to wcale nie jest oczywiste. Chociaż pole do manewru nie jest zbyt duże - komentuje w rozmowie z Interią dr hab. Jarosław Flis, socjolog i ekspert ds. systemów wyborczych z Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Reklama

Małe ugrupowania przestają się liczyć

Według obecnych przepisów w wyborach do PE obowiązuje system proporcjonalny, w którym głosy oddane na poszczególne listy przeliczane są na mandaty metodą d’Hondta w skali całego kraju. Gdy zostaną ustalone liczby mandatów przypadające poszczególnym komitetom rozdziela się je pomiędzy poszczególne listy kandydatów w okręgach. Mandaty uzyskują kandydaci, którzy na danej liście otrzymali największą liczbę głosów.

- W zaproponowanym przez PiS projekcie widać przejście na dzielenie mandatów w okręgach. Przy pozostawieniu dotychczasowych okręgów to jest dramatyczne ograniczenie szans małych ugrupowań. De facto one przestają się liczyć - wyjaśnia dr hab. Flis.

W świetle nowych regulacji, stracić sens może tworzenie się nowych partii przed wyborami europejskimi. Takie plany miał Ryszard Petru po opuszczeniu szeregów Nowoczesnej. Mówi się też o tym, że nowy projekt na wybory do PE ma zaproponować Robert Biedroń i Barbara Nowacka. Do wyborów do PE przygotowuje się też Partia Razem.

Według eksperta, przy założeniu, że zachowany zostanie dotychczasowy podział na okręgi, zmiana przeliczania głosów na mandaty może być korzystna dla lidera sondaży.

Zmiany nie uproszczają systemu

Wnioskodawcy projektu przekonują, że nowe zasady mają na celu "uproszczenie skomplikowanej procedury wyborów do Parlamentu Europejskiego i uczynienie jej sprawiedliwą".

Nasz rozmówca nie dostrzega jednak w propozycji nowelizacji uproszczenia systemu, choć zaznacza, że obowiązujący dotychczas też nie jest "najszczęśliwszy". 

- W nowym projekcie pojawia się mnóstwo nieoczywistych efektów. Na przykład takich, że partia rządząca może doprowadzić do kasacji Kukiz'15, integracji lewicy, czy integracji Platformy z PSL na poziomie wyborów do PE (w PE obie partie należą do tej samej frakcji). To ma pewne zalety z punktu widzenia stabilności systemu, ale ma też wady. Trudno, żeby system wyborczy w wyborach do PE aż tak dramatycznie odbiegał od systemu wyborczego do parlamentu - uważa ekspert.

- Nie ma żadnego racjonalnego powodu do dawania nagrody dla dużych ugrupowań - podkreśla dr hab. Flis.

Zmiany wymuszą integrację partii

Nowy system wyborczy może oznaczać integrację konkurencyjnych partii politycznych. - W takiej sytuacji sens wystawienia więcej niż trzech list jest żaden - uważa ekspert.

Zdaniem eksperta, może też dochodzić do tworzenia sztucznych koalicji. 

- Może to tez zmniejszać motywację do rywalizacji o głosy. Do tej pory szanse, że ktoś się przebije były niewielkie, a teraz będą iluzoryczne - tłumaczy.

Opozycja komentuje, że zmiany przedstawione przez PiS, zostały stworzone po to, by politykom partii rządzącej łatwiej było przenieść się do Brukseli. W szeregach PiS kolejka chętnych do PE jest długa. Wybiera się tam m.in. była premier Beata Szydło. 

Jednak jak wyjaśnia ekspert, zwiększenie sobie przez PiS szansy na wygraną, wcale nie jest to takie oczywiste i zależy od zachowania reszty graczy. 

- Proponowane zmiany zwiększają szanse PiS, jeśli reszta się nie zintegruje, natomiast jeśli się zintegruje, to może to zmniejszać szanse PiS. Zwłaszcza, że to nie są główne wybory, ważniejsze odbędą się pół roku później - uważa dr hab. Flis. 

PiS może mieć problemy w hipotetycznym na razie scenariuszu, gdy opozycja wystartuje wspólnie, a własne listy wystawiłby Antoni Macierewicz. Pojawiały się już w ostatnim czasie spekulacje, że mógłby zintegrować wokół siebie polityków mocno związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem.

PiS może ponieść wysoką cenę za zmiany

- Jeśli przed wyborami do PE opozycja się zintegruje i przetestuje, że taki wariant wyborcom nie przeszkadza, to PiS może za test majowy zapłacić bardzo wysoką cenę w wyborach parlamentarnych - komentuje dr hab. Flis. 

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się między 23 a 26 maja 2019 r.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy