Reklama

"Myślałam, że umieram". Lękowa dziewczyna

- Kiedy skończyłam piętnaście lat, myślałam, że mam zawał serca. Wtedy nie wiedziałam, że to lęk. Bałam się. Podobnie, jak wtedy, gdy poczułam, że nie mogę złapać oddechu, a klatka piersiowa przyciśnięta jest kamieniem. Jak urósł mi język. Jak nie mogłam nosić niczego przylegającego do szyi, gdyż powodowało to odruch wymiotny. Jak miałam ściśnięte gardło i czułam każdą przechodzącą przez nie rzecz kilka razy mocniej. Jak idąc cmentarzem, opuszczałam wzrok, bo wiedziałam, że muszę przeczytać nazwiska na nagrobkach. Jak patrzyłam w lustro i odnosiłam wrażenie, że ja to nie ja. Gdy świat stawał się klatką, z której nie mogę uciec. Gdy czułam jego skończoność. Gdy waliło mi serce i zalewał zimny pot - opowiada Marysia.

Walkę z zaburzeniami lękowymi rozpoczyna bardzo wcześniej, już jako dziecko. Wracają jak bumerang, pod różnymi postaciami - szkoły, nauczycieli, kolonii, kościoła, jedzenia, koleżanek, niskiej samooceny, samolotów, mężczyzn.

W głowie dźwięczą słowa najbliższych: "znerwicowane dziecko"; "zabiorę cię do psychiatry" (wypowiadane jako groźba). Towarzyszą jej niskie poczucie wartości, przekonanie, że "coś ze mną jest nie tak". Nie wie, czym są somatyzacja i ataki paniki.

Spirala i błędne koło

To starcie, przynajmniej na początku, nie jest równe. Jakbyś był przedstawicielem wagi lekkiej i mierzył się z zawodnikiem z ciężkiej. Bez doświadczenia, uważności na emocje i odpowiednich narzędzi. Jedyne, co jest w twojej głowie to przekonanie, że zwariowałeś. A jeśli jeszcze nie, to na pewno za chwilę to się stanie. Albo umrzesz. Nie, że kiedyś, ale zaraz. Spirala się nakręca. Błędne koło.

Reklama

- A wiesz, co jest ciekawe? Patrzę na zdjęcia z czasów, gdy miałam kilkanaście ataków paniki dziennie. Jestem na nich uśmiechnięta, wśród znajomych. Tego zaburzenia nie widać.

Możesz "normalnie" funkcjonować, jednocześnie w środku balansując na krawędzi obłędu i niebezpiecznie przechylając się w stronę przepaści. Kiedyś usłyszałam, że "nie zachowuję się jak osoba lękowa, bo podejmuję kolejne wyzwania". To też część procesu. Wypełzasz ze swojego kokonu stabilności, by pokazać, że emocja nie weźmie góry - podkreśla Marysia.

W wyzwoleniu się z sideł tak kurczowego lęku kluczowym jest dla niej pogodzenie się z tym, że nigdy się "z niego nie wyleczy".

- Nie można wyleczyć się z emocji. Można nauczyć się posługiwania pewnymi technikami, narzędziami, pomagającymi ją zmniejszyć. Przez wiele lat marzyłam o tym, że po skończonej terapii to nigdy do mnie nie powróci. Typowy lęk przed lękiem. Bałam się znowu bać.

"Nie zwariowałam"

Teraz wie, że nawet, jeśli wróci, to sobie z nim poradzi. Jak nie sama - pomogą specjaliści. Doskonale zna już objawy. Rozumie, że z medycznego punktu widzenia nic się jej nie stanie.

- Racjonalizuję. Kontruję katastroficzne myśli przychodzące do głowy. Piszę karty przypominające. Nie poświęcam nadmiernej uwagi kłuciu w klatce piersiowej czy odrealnieniu. Wiem, że "nie zwariowałam", gdyż taka osoba nie ma świadomości tego, że w jakiś sposób odstaje od przyjętych społecznie norm. Nie pozwalam rozkręcić spirali lęku. Mówię głośno STOP, gdy wiem, że nadchodzi atak paniki. Jestem po terapii i pod opieką lekarza psychiatry.

Maria zaznacza, że daje sobie prawo do tego, że może się bać.

- Czasem w nadmiarze. Nie zawsze mam siłę odeprzeć te wszystkie myśli czy objawy. To też jest ok. Mimo, że w danym momencie tak nie czuję, wiem, że będzie dobrze. Że to tylko emocja. Że atak paniki nie trwa dłużej niż kilkanaście minut.

Nie jest z tym sama.

- Gwarantuję ci, że w najbliższym otoczeniu ktoś także prowadzi równie zaciętą walkę. Nawet jeśli zawsze jest pogodny. Pod uśmiechem może kryć się wiele różnych uczuć. Także tych, od których chcielibyśmy raz na zawsze uciec.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Lęk | zdrowie psychiczne

Reklama

Reklama

Reklama