Reklama

Reklama

Porażka polskiego rządu. Będzie kolejna zmiana ważnej ustawy?

Parlament Europejski /AFP

Nieuznawanie orzeczeń polskich sądów przez unijne instytucje, kary finansowe i brak dotacji z Brukseli - takie mogą być konsekwencje sporu Polski z Komisją Europejską w sprawie praworządności. Część polityków liczy na to, że premier Mateusz Morawiecki, który będzie przemawiał w Parlamencie Europejskim 4 lipca zapowie wycofanie się ze zmian. - Pojawiają się głosy, że skoro ustawę o IPN można było zmienić w ciągu 10 godzin to można także zmienić ustawy o sądach - mówi Interii europoseł Bogusław Liberadzki.

Wszystko wskazuje na to, że polski rząd, który przez ostatnie miesiące starał się przekonać Unię do reformy sądownictwa poniósł spektakularną porażkę. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej dostał w środę upoważnienie od KE do przygotowania postępowania przeciwko polskiemu rządowi w sprawie naruszania unijnego prawa.

Bój toczy się o ustawę o Sądzie Najwyższym, która 3 lipca przedwcześnie zakończy kadencję większości sędziów. Komisja Europejska uważa to za naruszenie zasady niezależności sądownictwa. Teraz Timmermans - za zgodą przewodniczącego KE Jean-Claude Junckera - dostał zielone światło do zaskarżenia ustawy o SN do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Reklama

- To pokazuje także, że nie ma podziału na Junckera działającego w tej sprawie na korzyść polskiego rządu i Timmermansa naciskającego na wyciągnięcie konsekwencji, tak jak to przedstawiały media.  Obaj działają w porozumieniu - uważa europoseł Bogusław Liberadzki. 

Gdyby doszło do rozpatrywania sprawy polskiej praworządności w Trybunale i polski rząd przegrałby, na nasz kraj mogą zostać także nałożone kary finansowe za łamanie prawa.

Konsekwencją może być także nieuznawanie orzeczeń polskich sądów. - To groźne zwłaszcza w przypadku transgranicznych spraw, na styku np. Polska-Niemcy czy Polska-Czechy. Może okazać się, że instytucje europejskie będą honorować orzeczenia sądów niemieckich pomijając polskie, co ma duże znaczenie dla Polaków, ponieważ chodzi w tym przypadku także o ludzkie tragedie - podkreśla europoseł Liberadzki.

Nie grozi nam natomiast pozbawienie Polski głosu w Radzie UE, co jest konsekwencją uruchomienia z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Do podjęcia takiej decyzji potrzebna jest jednomyślność, a Węgry na pewno nie poprą takiego wniosku.

- Gdyby doszło do głosowania w Radzie Europy to byśmy wygrali. Nie byłoby odpowiedniej liczby państw, aby nas postawić do kąta. Maleje liczba krajów, które są nam przeciwne. Coraz więcej przywódców myśli w takich kategoriach: "dzisiaj Polska, jutro my", więc nie będą chciały  głosować przeciwko nam - powiedział Interii europoseł Ryszard Czarnecki.

Jego zdaniem, premierowi Morawieckiemu udaje się przekonać do swojej polityki coraz więcej przywódców państw członkowskich, natomiast w Parlamencie Europejskim ma małe szanse na zrozumienie swoich racji, ponieważ rządzi tam większość liberalno-lewicowa.

Mogą nakładać kolejne sankcje

Problem jednak w tym, że do głosowania w Radzie UE szybko nie dojdzie ponieważ unijni przywódcy zdają sobie sprawę, że w pewnym sensie zakończyłoby to spór z Polską. A przeciągając go mogą nakładać kolejne sankcje. - Lewicowi politycy unijni i PO napierają na skierowanie do Trybunału Sprawiedliwości skargi na ustawę o SN ponieważ wiedzą, że nic nie wskórają w Radzie UE - uważa Ryszard Czarnecki. 

O tym, że szybko nie dojdzie do głosowania nad odebraniem Polsce prawa głosu w w Radzie UE przekonany jest także europoseł Liberadzki.

- Teraz odbywa się grillowanie Polski - mówi. Jego zdaniem, wśród polityków unijnych nie ma woli, aby sprawę Polski zakończyć szybkim podjęciem decyzji tylko odbywa się przeciąganie procedur. - I to jest bardziej niebezpieczne. Długotrwałość tej procedury może doprowadzić do przyjęcia niekorzystnych dla nas przepisów dotyczących uruchamiania środków w nowej perspektywie finansowej - uważa europoseł.



Bogusław Liberadzki ma natomiast nadzieję, że to polski rząd dostosuje się do wymogów polityków unijnych. - Są duże oczekiwania przed wystąpieniem premiera Morawieckiego w Parlamencie Europejskim na początku lipca. Pojawiają się głosy, że skoro ustawę o IPN można było zmienić w ciągu 10 godzin, to można także szybko zmienić ustawy o sądach - mówi Liberadzki.

Według niego działania Timmermansa podyktowane są "wielką troską o przestrzeganie Konstytucji w Polsce", chodzi o rozdział władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej.

Podobnego zdania jest Grzegorz Schetyna, który w czwartek w Brukseli powiedział: - Wierzymy że presja Unii Europejskiej doprowadzi do tego że rząd PiS wycofa się z decyzji niszczących wymiar sprawiedliwości w Polsce. Decyzja są w rękach rządu żeby wycofać się z ustawy o Sadzie Najwyższym.

Jego zdaniem, ewentualne skierowanie skargi na ustawę o SN do Trybunału będzie oznaczało wystąpienie w obronie praw polskich obywateli.

Podobnego zdania jest Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna) - Apelowaliśmy do Komisji Europejskiej o skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości. Uważamy, że zostało zbyt mało czasu, żeby powstrzymać to w inny sposób - powiedziała w Brukseli.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama