Reklama

Reklama

Majchrowski: To, co stoi za Małgorzatą Wassermann, dla mnie jest porażające

Prezydent Jacek Majchrowski /Beata Zawrzel /Reporter

- Nie sądzę, że jeśli wygram, będzie trudniej o pieniądze rządowe dla Krakowa. Doświadczenie uczy, że takie "groźby" padają w kampanii, a potem wszystko wraca do normy - mówi prezydent Krakowa prof. Jacek Majchrowski w rozmowie z Agnieszką Maj i Ewą Majewską z Interii. Mówi także o tym, jak mu się współpracowało z ośmioma rządami i którego z obecnych ministrów najbardziej ceni.

Agnieszka Maj,  Ewa Majewska, Interia: Chce pan uchronić Kraków przed "zarazą PiS"? Tak pana współpracownicy tłumaczą pana start w wyborach.

- Mówiłem tylko o tym, żeby nie dopuścić PiS-u do władzy w Krakowie, ponieważ wtedy samorząd stałby się przedłużeniem ramienia rządu. A rząd i samorząd to zupełnie różne rzeczy. Natomiast zupełnie inaczej wypowiedziałem się w sprawie kordonu sanitarnego, o którym mówił pan Łukasz Gibała (chodzi o umowę polityków dotyczącą braku współpracy z PiS w Krakowie - przyp. red). Uważam, że jeżeli ktoś zostanie wybrany z PiS-u, to reprezentuje pewną grupę mieszkańców i moim obowiązkiem jest z nim współpracować. Zresztą na początku tej kadencji proponowałem współpracę wszystkim klubom, natomiast politycy klubu PiS-u powiedzieli, że mogą tylko nielegalnie to robić, bo mają zakaz odgórny.

Reklama

Podczas spotkania z liderami PO, Nowoczesnej, Inicjatywy Polskiej, mówił pan, że PiS uważa: "Jak wygra ktoś nasz, to miasto dostanie pieniądze, jak nie, to nie wiadomo, co z tego będzie". Boi się pan, że otrzyma mniej środków rządowych?

- Proszę zwrócić uwagę na retorykę, jaką PiS się posługuje: "Jak wybierzecie panią Wassermann, to załatwimy ziemię pod komisariat, załatwimy korty na Olszy", pomijając fakt, że ziemię pod komisariat miasto przekazuje bez problemu, gdy policja zgłasza zapotrzebowanie, a korty na Olszy są terenem miejskim w użytkowaniu wieczystym PKP. Nie sądzę, że jeśli wygram, będzie trudniej o pieniądze rządowe dla Krakowa. Doświadczenie uczy, że takie "groźby" padają w kampanii, a potem wszystko wraca do normy.

Rządzi pan w Krakowie od 16 lat. Z którym rządem najlepiej się panu współpracowało?

- Rząd pana Morawieckiego jest ósmym, za którego urzęduję jako prezydent. Przez 16 lat to były rządy: Millera, Belki, Marcinkiewicza, Kaczyńskiego, Kopacz, Tuska, Szydło. Ze wszystkimi pracowało mi się dobrze i mogę powiedzieć, że z przedstawicielami obecnego rządu też mi się pracuje dobrze. To, co mówią w tej chwili, to jest retoryka przedwyborcza. Bardzo dobrze oceniam pana ministra Andrzeja Adamczyka, bo jest to pierwszy minister infrastruktury, który zaczął coś robić dla infrastruktury w Krakowie.

Nie tylko pan, ale także inni samorządowcy mówili, że bycie prezydentem miasta to mało opłacalne zajęcie, a poza tym stresujące, ze względu na ciągłe kontrole służb. Dlaczego pan kandyduje?

- Lubię adrenalinę. Kontrole są rzeczą normalną. Jeśli jednak nagle jest ich nagromadzenie, to jest to podejrzane. Teraz NIK nas bez przerwy kontroluje, chodzę na przesłuchania do CBA, do prokuratury.

Mimo tego kandyduje pan po raz piąty. Ale teraz po raz pierwszy długo wstrzymywał się pan z ogłoszeniem decyzji. Do końca pan się zastanawiał?

- Nie do końca.

Według części mediów dzień wcześniej jeszcze pan nie chciał, a potem nastąpił nagły zwrot.

- Pani naprawdę po tylu latach pracy w mediach wierzy w to, co było napisane? Zastanawiałem się, jak każdy rozsądny człowiek przed podjęciem trudnej decyzji. Natomiast nieprawdą jest to, co pisano w mediach, że na pewno ogłoszę, że nie będę kandydował.

Co przeważyło?

- Moi kontrkandydaci. Pani Wassermann jest związana z pewnym układem politycznym. To, co stoi za nią, dla mnie jest porażające, bo najlepsze kadry PiS poszły do Warszawy, natomiast tu nie widzę fachowców. Jeśli oni mieliby objąć pewne stanowiska to... A z drugiej strony pan Gibała, który od paru lat usiłuje kupić urząd prezydenta. W dodatku, jak czytamy w gazetach, być może robi to z tych 50 mln zł od taty, które odda mu, jak zostanie prezydentem.

Według sondażu Polska Press, gdyby w drugiej turze pana kontrkandydatem był Łukasz Gibała, to przegrałby pan z nim o jeden procent. Gibały najbardziej się pan obawia w tej kampanii?

- Sondaży jest dużo i ich wyniki są różne. Łukasz Gibała chętnie pokazuje ten, o którym Pani wspomniała, ale chciałem też przypomnieć, że w czasie kampanii wyborczej także chwalił się sondażami, które miały pokazać, że na 100 proc. zostanie senatorem. Jeżeli chodzi o sondaże, każdemu doradzam wstrzemięźliwość. 

Łukasz Gibała zdradził w wywiadzie dla Interii, że w czasie poprzedniej kampanii usiłował pan przeciągnąć go na swoją stronę i zaproponował mu, za pośrednictwem swoich współpracowników, stanowisko wiceprezydenta. To prawda?

- Nic o tym nie wiem. Może ktoś bez mojej wiedzy zaproponował mu w prywatnej rozmowie, żeby się ze mną porozumiał, zamiast walczyć. Natomiast prawda jest taka, że po wygranych wyborach zapraszałem kontrkandydatów do współpracy, bo przecież w trakcie kampanii padają ciekawe pomysły na miasto, których realizację warto przemyśleć.  

A nie obawia się pan przegranej z Małgorzatą Wassermann? Ryszard Terlecki powiedział: "W obozie prezydenta Jacka Majchrowskiego widzę panikę. Otoczył się workiem miejscowych nieudaczników. Nie wróżę mu wysokiego wyniku". W pana obozie widać panikę?

- Pan marszałek Terlecki z właściwym sobie wdziękiem zawsze wypowiada takie obraźliwe kwestie. Wybory są zawsze pewną niewiadomą. Trzeba się przygotować i na zwycięstwo, i na porażkę. Nigdy nie wiadomo. To krakowianie decydują, nie politycy.

Według pana najnowszych sondaży, ile procent może pan zdobyć w pierwszej turze?

- Moje sondaże są takie, że nie denerwuję się, ale zawsze zachowuję je dla siebie. Zawsze powtarzam, że o tym, jakie jest rzeczywiste poparcie, dowiadujemy się w dniu wyborów.

Małgorzata Wassermann pana chwali. Powiedziała o panu w jednym z wywiadów: "Szanuję go za sam fakt, że jest profesorem, adwokatem. Założył nieźle prosperującą szkołę wyższą. Może się to komuś podobać albo nie, ale jako prezydent ma swoje osiągnięcia". Pan też chciałby skomplementować panią Wassermann?

- Jako prawnika oceniam ją bardzo dobrze.

Ale potem Małgorzata Wassermann tak mówi o panu: "Jego czas już raczej minął. Nie ma świeżości, nie ma pomysłów, a te, które prezentuje, ogłaszał już w poprzedniej kampanii. Jacek Majchrowski zrobił to, co miał zrobić, czas na zmianę".

- Nie wiem, gdzie w programie pani Wassermann jest ta świeżość.

Proponuje m.in. nowy szpital miejski.

- Mamy trzy szpitale miejskie, wojewódzkie, MSW, wojskowy, kliniki uniwersyteckie. Według wszystkich wyliczeń łóżek szpitalnych jest w Krakowie za dużo. Problem z kolejkami nie bierze się z tego, że nie ma łóżek, tylko z za małych kontraktów z NFZ, a to akurat od miasta nie zależy. Pani Wassermann chce utworzyć nowy szpital w miejscu obecnego Centrum Urazowego Medycyny Ratunkowej i Katastrof Szpitala Uniwersyteckiego przy ulicy Lubicz w centrum Krakowa. Tylko że przez najbliższe pięć lat CUMRiK tam będzie działał. Zostanie dopiero wtedy przeniesiony, kiedy powstanie nowy pawilon w Prokocimiu. Natomiast jest koncepcja, aby w miejscu CUMRiK powstało pogotowie. Drugi problem jest taki, że pani poseł chce budować kolejny szpital, a nie zauważa, że w tych które są już brakuje personelu. Jest więc problem, kto będzie pracował w tym nowym szpitalu.

Pani Wassermann obiecała metro w Krakowie, a pan prezydent podchodzi do tego pomysłu sceptycznie.

- Nie powiedziałem, że nie wybuduję metra. Wszystkie decyzje trzeba jednak podejmować rozważnie, biorąc pod uwagę za i przeciw. Po to krok po kroku przygotowujemy dokumentację, aby fachowcy wypowiedzieli się, jakie metro jest potrzebne, na jakiej trasie i jaki będzie jego koszt.

Takie analizy już trwają od dłuższego czasu.

- A wie pani, kiedy zaczęto mówić o koncepcji metra w Warszawie? W latach 20. XX wieku.

Czyli za 100 lat możemy już mieć metro?

- Może nie za 100 lat, ale z pewnością nie za pięć, tak to się obiecuje w tej kampanii. Potrzebne są badania geologiczne, w Krakowie także archeologiczne. Trzeba rozwiązać kwestie związane z zasilaniem energetycznym metra i jego finansowania. Nie tylko budowy, ale utrzymania w przyszłości.

Panie prezydencie, ta kampania była dość spokojna, ale pojawiły się ulotki, które pana dotyczą: "Poszukujemy studentek, które zdawały egzaminy i uzyskiwały zaliczenia w 2004 roku w pokoju 71 w Motelu Krak". Publikowane był także fragmenty nagrania z Wacławem Stechnijem, prezesem spółki Forte. Kto według pana stoi za tą akcją?

- Wiem, kto stoi za tą akcją, to ktoś ze środowiska Małgorzaty Wassermann.

Będzie pan podejmował jakieś kroki prawne?

- Nie chcę się tym zajmować.

Przejdźmy do problemów miasta. Mówił pan, że od czasu, kiedy został pan prezydentem, w Krakowie jest o 100 proc. więcej zarejestrowanych samochodów. Jednocześnie zmniejsza się liczba osób korzystających z komunikacji miejskiej. Jak odwrócić te tendencje?

- Nie mogę ograniczyć liczby rejestrowanych samochodów, natomiast mogę rozbudowywać komunikację miejską i to robię. Proszę sobie porównać jakość autobusów i komfort tramwajów teraz do tego, co było lat 20 czy 30 temu. Ktoś w kampanii powiedział, że liczba pasażerów komunikacji miejskiej zmniejszyła się o 5 proc., a z moich danych wynika, że rośnie...

Może trzeba wprowadzić darmową komunikację, tak jak obiecuje Łukasz Gibała?

- Jeśli wprowadzilibyśmy darmową komunikację, kosztowałoby to ok. pół miliarda złotych rocznie. Już teraz, jak mieszkaniec kupuje bilet, to płaci połowę ceny biletu. Drugą połowę dopłaca miasto, czyli wszyscy. Gdyby miasto miało płacić także za tę pierwszą połowę, to skąd wziąć na to pieniądze, 250 mln zł?

Według Gibały z podatków osób, które się tutaj zameldują, aby korzystać z darmowej komunikacji.

- Już widzę ten tłum ludzi, który biegnie się zameldować w Krakowie, żeby nie płacić 3,80 zł za bilet... Rocznie musiałoby się zameldować 100 tys. osób.

Gibała podawał przykład Tallinna. Twierdzi, że to miasto zaczęło zarabiać na darmowej komunikacji.

- Tallin jest o połowę mniejszym miastem. Po drugie, tam dopłacali do komunikacji znacznie mniej, bo tylko ok. 20 proc. Na razie żadne inne duże miasto nie wprowadziło darmowej komunikacji.

Czy powstanie w Krakowie grzebowisko dla zwierząt? Zapowiadane jest od lat.

- Powstanie, po raz kolejny jednak jest rozważana kwestia lokalizacji. Została wyznaczona w Olszanicy, ale mieszkańcy chcą, aby było w innym miejscu, choć także w Olszanicy. Problem jednak w tym, że te wskazane przez nich działki należą do jednego z żeńskich zakonów. Będziemy z tym zakonem rozmawiać.

W 2011 roku urzędnicy zapowiadali, że powstanie osiem lamusowni. Jest tylko jedna.

- Nie pamiętam tej obietnicy, mogę tylko powiedzieć, że ta jedna lamusownia na razie wystarczy, tym bardziej, że w zamian robimy regularnie darmowy odbiór odpadów wielkogabarytowych. Można też - jeżeli jest taka potrzeba - zamówić sobie do domu odbiór takich odpadów.

Planuje pan wymianę wiceprezydentów w nowej kadencji?

- Będą zmiany. Tyle mogę powiedzieć.

Czytaj także: Gibała: Wydałem sporo, ale nie żałuję

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje